lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 537

- Amen! - powtórzyli biskupi.
I czas jakiś trwało uroczyste milczenie, potem zaś nowa radość wybuchła.
Poczęto wypytywać górali, skąd się wzięli w wąwozach i jakim sposobem tak w porę dla
ratunku królowi się znaleźli.
Okazało się, że znaczne podjazdy szwedzkie kręciły się koło Czorsztyna i nie dobywając
samego zamku, zdawały się szukać kogoś i czekać. Górale słyszeli także o bitwie, którą
podjazdy te stoczyły z jakimś wojskiem, między którym miał się i sam król znajdować.
Wówczas to postanowili wciągnąć Szwedów w zasadzkę i nasławszy im fałszywych
przewodników, umyślnie zwabili ich do tego parowu.
- Widzieliśmy -mówili górale - jako onych czterech rycerzy uderzyło na tych psiajuchów,
chcieliśmy im iść w pomoc, ale baliśmy się spłoszyć za wcześnie psu bratów.
Tu król porwał się za głowę.
- Matko Jedynego Syna! - krzyknął - szukać mi Babinicza! Niechaj mu choć pogrzeb
wyprawimy!... i tego to człowieka za zdrajcę poczytano, który pierwszy krew za nas wylał!
- Zawiniłem, miłościwy panie! - ozwał się Tyzenhauz.
- Szukać go, szukać! - wołał król. - Nie odjadę stąd, póki mu w twarz nie spojrzę i nie
pożegnam.
Skoczyli więc żołnierze wraz z góralami na miejsce pierwszej walki i wkrótce spod stosu
trupów końskich i ludzkich wydobyli pana Andrzeja. Twarz jego była blada, cała zabryzgana
krwią, której grube sople zakrzepły mu na wąsach; oczy miał przymknięte; pancerz
powyginany od razów mieczów i kopyt końskich. Ale ten pancerz właśnie uchronił go od
zmiażdżenia, i żołnierzowi, który go podniósł, wydawało się, że usłyszał cichy jęk.
- Dla Boga! Źyw! -zakrzyknął.
- Zdjąć mu pancerz! - wołali inni.
Wnet przecięto rzemienie. Kmicic odetchnął głębiej.
- Dycha! dycha! Źyw! - powtórzyło kilka głosów.
On zaś leżał czas jakiś nieruchomie, po czym otworzył oczy. Wówczas jeden z żołnierzy
wlał mu do ust nieco gorzałki, inni zaś podnieśli go pod ramiona.
W tej chwili nadjechał pędem sam król, do którego uszu doszedł okrzyk powtarzany przez
wszystkie usta.
Źołnierze przywlekli przed niego pana Andrzeja, który ciężył im ku ziemi i leciał przez
ręce. Jednakże na widok króla przytomność wróciła mu na chwilę, uśmiech prawie dziecinny
przebłysnął mu na twarzy, a blade jego wargi wyszeptały wyraźnie:- Mój pan, mój król
żywie... wolny...
I łzy błysły mu w źrenicach.
- Babinicz! Babinicz! Czym cię nagrodzę?! - wołał król.
- Jam nie Ba-bi-nicz, jam Kmi-cic! - szepnął rycerz.
To rzekłszy zwisł jak martwy na rękach żołnierzy.
tom II
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional