lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 685

całą okolicę podnieść, chłopstwu kazać przeprawy zatrudniać, mosty palić, wiwendę po
lasach kryć... Waść będziesz miał zasługę, której ci do śmierci nie zapomnę, ale i panu
marszałkowi muszę dziękować, bo tak mniemam, że nie z samej próżności to uczynił.
Tu w ręce zaklaskał i krzyknął do pacholika:
- Konia mi natychmiast!... Kujmy żelazo, póki gorące.
Po czym zwrócił się do pułkowników:
- Waściowie wszyscy ze mną, żeby asysta była jako najokazalsza.
- Czy i ja mam jechać? - pytał Zagłoba.
- Waszmość zbudowałeś ten most między mną a panem marszałkiem, słuszna, abyś pierwszy po
nim przejechał. Zresztą tak myślę, że cię tam bardzo nawidzą... Jedź, jedź, panie bracie,
bo inaczej powiem, że chcesz wpół poczęte dzieło porzucić.
- Trudna rada! -Muszę jeno pasa mocniej zacisnąć, bo się na nic utrzęsę... Już mi i sił
nie bardzo staje, chybabym się czym pokrzepił.
- A czym by?
- Siła mi powiadano o kasztelańskim miodzie, któregom dotąd nie kosztował, a chciałbym
wreszcie wiedzieć, czyli od marszałkowego lepszy?
- To się strzemiennego po kusztyczku napijmy, za to z powrotem nie będziem sobie z góry
odmierzali. Parę gąsiorków znajdziesz też waść u siebie w kwaterze...
To rzekłszy kazał pan kasztelan podać kielichy i wypili w miarę, na fantazję i dobry
humor, po czym na konie siedli i pojechali.
Marszałek przyjął pana Czarnieckiego z otwartymi rękoma, gościł, poił, do rana nie
puścił, za to rano połączyły się oba wojska i szły dalej w komendzie pana Czarnieckiego.
Koło Sieniawy napadli znów na Szwedów tak skutecznie, iż tylną straż w pień wycięli i
wprowadzili zamieszanie w szeregi głównej armii. Dopiero o świtaniu spędziły ich armaty.
Pod Leżajskiem jeszcze silniej nastąpił pan Czarniecki. Znaczne oddziały szwedzkie
pogrzęzły w błotach, powstałych z deszczów i powodzi, i te wpadły w ręce polskie. Droga
stawała się dla Szwedów coraz opłakańszą. Wycieńczone, zgłodniałe i zmorzone snem pułki
ledwie maszerowały. Coraz więcej żołnierzy zostawało na drodze. Znajdowano niektórych tak
straszliwie zbiedzonych, że nie chcieli już jeść i pić, prosili tylko o śmierć. Inni
kładli się i umierali po kępach, inni tracili przytomność i spoglądali z największą
obojętnością na zbliżających się jeźdźców polskich. Cudzoziemcy, których sporo liczyło
się w szwedzkich szeregach, poczęli wymykać się z obozu i przechodzić do pana
Czarnieckiego. Tylko niezłomny duch Karola Gustawa utrzymywał resztę gasnących sił w
całej armii.
Bo nie tylko za armią szedł nieprzyjaciel; rozmaite partie pod nieznanymi wodzami i kupy
chłopskie zabiegały jej ustawicznie drogę. Oddziały te, niesforne i niezbyt liczne, nie
mogły wprawdzie uderzyć na nią wstępnym bojem, ale nużyły śmiertelnie. Źe zaś chcąc wpoić
w Szwedów przekonanie, iż Tatarzy przybyli już z pomocą, wszystkie polskie wojska
wydawały tatarski okrzyk, więc ?ałła! ałła!" rozlegało się dniem i nocą, bez chwili
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional