lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 882

krzyczysz: "Nie pójdę!" Ginie matka, nowe miecze pierś jej przeszywaja. a ty się od niej
odwracasz, nie chcesz jej wesprzeć ramieniem, za własnym szczęściem gonisz i krzyczysz:
"Nie pójdę!" Ona ręce krwawe wyciąga, już, już pada, już mdleje, już kona i ostatnim
głosem woła: "Dzieci! ratujcie!" A ty jej odpowiadasz: "Nie pójdę!" Biada wam! biada
takiemu narodowi, biada tej Rzeczypospolitej! Tu panu Kmicicowi strach podniósł włosy na
głowie i całe jego ciało dygotać poczęło, jakby je paroksyzm febry chwycił... I naraz
rymnął twarzą do ziemi, i nie wołać, ale krzyczeć jął w przerażeniu :
- Jezu, nie karz! Jezu, zmiłuj się! Bądź wola Twoja! Już pójdę, pójdę!
Potem czas jakiś leżał w milczeniu i szlochał, a gdy podniósł się wreszcie, twarz miał
rezygnacji pełną i spokojniejszą i tak dalej się modlił:
- Ty się, Panie, nie dziwuj, że mi żal, bom był w wilię szczęśliwości mojej. Ale niech
już tak będzie, jak Ty rozporządzisz! Teraz już rozumiem, żeś mnie chciał doświadczyć, i
dlategoś mnie jakoby na rozstajnych drogach postawił. Bądź jeszcze raz wola Twoja. Ani
się obejrzę za siebie! Tobie, Panie, fiaruję ten mój żal okrutny, te moje tęskności, to
moje ciężkie zmartwienie. Niechże mi wszystko będzie policzone za to, żem księcia
Bogusława oszczędził, nad czym płakała ojczyzna. Widzisz teraz, Panie, że to była
ostatnia moja prywata. Już więcej nie będę. Ojcze miłościwy! Ano jeszcze tę ziemię
kochaną ucałuję, ano jeszcze nóżki Twoje krwawe ścisnę... i idę, Chrystel idę!...
I poszedł.
A w rejestrze niebieskim, w którym zapisują złe i dobre uczynki ludzkie, przemazano mu w
tej chwili wszystkie winy, bo to był człowiek zupełnie poprawiony.
tom III
Rozdział XXIX
Źadna księga nie wypisała, ile jeszcze bitew stoczyły wojska, szlachta i lud
Rzeczypospolitej z nieprzyjaciółmi. Walczono po lasach, polach, po wsiach, miasteczkach i
miastach; walczono w Prusach Królewskich i Książęcych, na Mazowszu, w Wielkopolsce, w
Małopolsce, na Rusi, na Litwie i Źmudzi, walczono bez wytchnienia we dnie i w nocy.
Każda grudka ziemi nasyciła się krwią. Nazwiska rycerzy, prześwietne czyny, wielkie
poświęcenia zginęły w pamięci, bo nie zapisał ich kronikarz i nie wyśpiewała lutnia. Ale
pod potęgą tych usiłowań ugięła się wreszcie moc nieprzyjacielska.
I jako gdy wspaniały lew, który przed chwilą, przeszyty pociskami, leżał jak martwy,
podniesie się nagle, a wstrząsnąwszy królewską grzywą, ryknie potężnie, wnet myśliwców
przejmuje strach blady i nogi ich zwracają się ku ucieczce, tak owa Rzeczpospolita
powstawała coraz groźniejsza, jowiszowego gniewu pełna, światu całemu stawić czoło
gotowa; w kości zaś napastników zstąpiła niemoc i strach. Nie o zdobyczy już myśleli, ale
o tym jeno, by ze Iwiej paszczęki głowy całe do domowych pieleszy unieść.
Nie pomogły nowe ligi, nowe zastępy Węgrów, Siedmiogrodzian, Kozaków i Wołoszy. Przeszła
wprawdzie jeszcze raz burza między Krakowem, Warszawą i Brześciem, lecz się o piersi
polskie rozbiła i wkrótce marnym rozwiała się tumanem.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional