lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 598

- To się spotkamy, jako dziś dzień, jako Bóg na niebie, tak się spotkamy! -mówił z
iskrzącymi oczyma Kmicic. - Gdybyś mi waszmość nominację na województwo wileńskie
przywiózł, nie ucieszyłbyś mnie lepiej!
- Król też zaraz zakrzyknął: ?Gotowa dla Jędrka ekspedycja, od której dusza się w nim
uraduje." Chciał też wnet pokojowego za waścią wysłać, ale ja powiadam: Sam pojadę, to go
jeszcze pożegnam.
Kmicic przechylił się na koniu i chwycił małego rycerza w objęcia.
- Brat by tyle dla mnie nie uczynił, ileś już waszmość uczynił! Dajże, Boże, czymkolwiek
się wywdzięczyć!
- Ba! Przecie waćpana rozstrzelać chciałem!
- Bom też czego lepszego był niewart! Nic to! Niech mnie w pierwszej bitwie usieką,
jeżeli pomiędzy wszystkim rycerstwem bardziej kogo od waćpana miłuję!...
Tu znowu poczęli się ściskać, na pożegnanie zaś rzekł pan Wołodyjowski:
- A pilnuj się z Bogusławem! pilnuj się, bo z nim niełatwo!
- Jednemu z nas już śmierć pisana!
- Dobrze!
- Ej, żebyś to waszmość, któryś jest do szabli jeniusz, swoje arkana mi odkrył! Cóż! nie
ma czasu!... Ale i tak anieli mi pomogą, i krew jego obaczę, chyba że przedtem oczy moje
zamkną się na zawsze na światło dzienne.
- Bóg pomagaj!... Szczęśliwej drogi!... A dajcie tam dzięgielu zdrajcom Prusakom! - rzekł
pan Wołodyjowski.
- Bądźcie spokojni. Obrzydnie im luterstwo!
Tu pan Wołodyjowski kiwnął na Rzędziana, który przez ten czas z Akbahem-Ułanem
rozmawiając, dawne przewagi Kmicica nad Chowańskim rozpowiadał, po czym obaj odjechali z
powrotem do Lwowa.
Kmicic zaś zawrócił z miejsca czambułem, jako woźnica wozem zawraca, i poszedł wprost ku
północy.
tom II
Rozdział XXXIV
Jakkolwiek Tatarzy, a zwłaszcza dobrudzcy, umieli zbrojnym mężom w polu piersią do piersi
stawać, przecie najmilszą dla nich wojną był mord bezbronnych, branie niewiast i chłopów
w jasyr, a przede wszystkim grabież. Wielce też przykrzyła się droga owemu czambulikowi,
który prowadził Kmicic, pod żelazną bowiem jego ręką dzicy wojownicy musieli w baranków
się zmienić, trzymać noże w pochwach, a zgaszone hubki i zwinięte łyka w biesagach. Z
początku szemrali.
Około Tarnogrodu kilkunastu umyślnie pozostało w tyle, aby puścić ?czerwone ptaki" w
Chmielewsku i poswawolić z mołodyciami. Lecz pan Kmicic, który już się ku Tomaszowowi
posunął, wrócił na pierwszy odblask pożogi i kazał winnym wywieszać się wzajemnie. A tak
już był opanował Akbah-Ułana, że ten nie tylko oporu nie stawiał, ale przynaglał
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional