lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 548

mając, poczęła nastawać, abym dawny żywot porzucił, hałasy uciszył, krzywdy nagrodził i
poczciwie żyć począł...
- I poszedłeś za jej radą?
- Gdzie tam, miłościwy panie! Chciałem, co prawda, Bóg widzi, chciałem... Ale stare
grzechy człowieka ścigają. Naprzód mi w Upicie żołnierzy poszarpano, za com miasto z
dymem puścił...
- Na Boga! Toż to kryminał! - rzekł król.
- Nic to jeszcze, miłościwy panie! Potem mi kompanionów, godnych kawalerów, chociaż
swawolników, laudańska szlachta wysiekła. Nie mogłem nie pomścić, więcem tej samej nocy
zaścianek Butrymów napadł i ogniem i mieczem zabójstwo ukarałem... Ale mnie pobito, bo
ich tam kupa szaraków siedzi. Musiałem się kryć. Dziewka już i patrzeć na mnie nie
chciała, bo owi szaraczkowie byli jej ojcami i opiekunami, testamentem postanowionymi. A
mnie serce tak do niej ciągnęło, że choć ty łbem tłucz! Nie mogąc bez niej żyć, zebrałem
nową partię i zbrojną ręką ją wziąłem.
- Bogdaj cię!... I Tatar inaczej w zaloty nie chodzi!
- Hultajska to była sprawa, przyznaję. Toteż mnie Bóg przez ręce pana Wołodyjowskiego
pokarał, który zebrawszy ową szlachtę, dziewkę mi wydarł, a samego usiekł, także ledwiem
tam duszy nie wypuścił. Stokroć by to lepiej było dla mnie, bo nie byłbym się z
Radziwiłłem sprzągł ku zgubie majestatu i ojczyzny. Ale jak mogło być inaczej? Wszczął
się nowy proces... Kryminał, gardłowa sprawa. Sam już nie wiedziałem, co czynić, gdy
nagle wojewoda wileński przyszedł mi z pomocą.
- On cię osłonił?
- On mi list zapowiedni przez tegoż pana Wołodyjowskiego przysłał, a przez to pod
inkwizycję hetmańską poszedłem i sądów mogłem się nie bać. Chwyciłem się tedy wojewody
jako deski zbawienia. Wnet postawiłem na nogi chorągiew z samych zabijaków na całą Litwę
znanych. Lepszej we wszystkim wojsku nie było... Poprowadziłem ją do Kiejdan. Tam
Radziwiłł jak syna mnie przyjął, pokrewieństwo przez Kiszków przypomniał i osłonić
obiecał. Miał już swoje widoki... Trzeba mu było rezolutów na wszystko gotowych, a ja,
prostak, jako na lep lazłem. Nim jego zamysły wyszły na wierzch, kazał mi na krucyfiksie
poprzysiąc, że go nie opuszczę w żadnym terminie. Myśląc, że o wojnę ze Szwedami albo z
Septentrionami chodzi, przysiągłem chętnie. Aż nastała owa uczta straszna, na której
ugodę kiejdańską podpisano. Zdrada okazała się jawnie. Inni pułkownicy buławy hetmanowi
pod nogi ciskali, a mnie przysięga, jako psa łańcuch, trzymała i nie mogłem go odstąpić...
- Alboż nie przysięgli na wierność nam ci wszyscy, którzy nas potem odstąpili?... - rzekł
ze smutkiem król.
- Ja też, choć buławy nie rzuciłem, nie chciałem w zdradzie rąk maczać. Com wycierpiał,
miłościwy panie, Bóg jeden wie! Wiłem się z boleści, jakby mnie żywym ogniem palono, bo i
dziewka moja, chociaż już po owym rapcie traktat między nami stanął, teraz mnie zdrajcą
okrzyknęła, jako plugawym gadem pogardziła... A jam przysiągł, jam przysiągł nie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional