lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 453

Millerowi w głowie z początku nie mogło się pomieścić, dlaczego, gdy cały kraj poddał
się, to jedno miejsce się broni, co za mocje podtrzymuje, w imię jakich nadziei ci
zakonnicy nie chcą ulegnąć, do czego dążą, czego się spodziewają?
Lecz czas płynący przynosił coraz jaśniejsze na owe pytania odpowiedzi. Opór, który się
tu począł, szerzył się jak pożar.
Mimo dość tępej głowy spostrzegł jenerał w końcu, o co księdzu Kordeckiemu chodziło, bo
zresztą wytłumaczył to niezbicie Sadowski: że więc nie o owo gniazdo skaliste, nie o
Jasną Górę, nie o skarby nagromadzone w zakonie, nie o bezpieczeństwo Zgromadzenia - ale
o losy całej Rzeczypospolitej. Spostrzegł Miller, że ów ksiądz cichy wiedział, co czynił,
że miał świadomość swojej misji, że powstał jako prorok, aby zaświecić krajowi
przykładem, by głosem potężnym zawołać na wschód i zachód, na północ i południe: Sursum
corda! - by czy to zwycięstwem swoim, czy śmiercią i ofiarą obudzić śpiących ze snu,
obmyć z grzechów grzesznych, uczynić światło w ciemnościach.
Spostrzegłszy to ów stary wojownik po prostu zląkł się i tego obrońcy, i własnego
zadania. Nagle ów ?kurnik" częstochowski wydał mu się olbrzymią górą bronioną przez
tytana, a sam sobie wydał się jenerał małym, a na armię własną spojrzał po raz pierwszy w
życiu jak na garść lichego robactwa. Imże to podnosić rękę na tę jakąś straszną,
tajemniczą i niebotyczną potęgę? Więc zląkł się Miller i zwątpienie poczęło się wkradać
do jego serca. Wiedząc, że na niego winę złożą, sam począł szukać winnych, i gniew jego
spadł naprzód na Wrzeszczowicza. Powstały w obozie niesnaski i niezgoda jęła jątrzyć
przeciw sobie serca; prace oblężnicze musiały na tym cierpieć.
Lecz Miller zbyt długo przywykł w całym życiu mierzyć ludzi i wypadki pospolitą miarą
żołnierską, aby chwilami nie miał pocieszać się jeszcze myślą, że twierdza podda się w
końcu. I biorąc rzeczy po ludzku, nie mogło się stać inaczej. Przecie Wittenberg
przysyłał mu sześć dział burzących najcięższego kalibru, które już pod Krakowem pokazały
swą potęgę.
?U licha! -myślał Miller - takie mury nie oprą się takim kolubrynom, a gdy to gniazdo
strachów, zabobonu, czarów z dymem się rozwieje, wnet rzeczy wezmą inny obrót i cały kraj
się uspokoi."
W oczekiwaniu więc na większe działa, kazał strzelać z mniejszych. Dni walki wróciły.
Próżno jednak kule ogniste padały na dachy, próżno najdzielniejsi puszkarze nadludzkie
czynili usiłowania. Ilekroć wiatr zwiał morze dymów, klasztor ukazywał się nietknięty,
wspaniały jak zawsze, wyniosły, z wieżami bodącymi spokojnie błękit. Tymczasem zdarzały
się wypadki szerzące zabobonny przestrach między oblegającymi. To kule przelatywały ponad
całą górą i raziły stojących z drugiej strony żołnierzy; to puszkarz, zajęty rychtowaniem
działa, padał nagle; to dymy układały się w straszne i dziwaczne postacie; to prochy w
jaszczach zapalały się nagle, jakby niewidomą ręką podpalone.
Prócz tego ginęli ciągle żołnierze, którzy pojedynczo, samowtór albo samotrzeć wychylali
się z obozu. Posądzenie o to padło na polskie posiłkowe chorągwie, które, prócz pułku
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional