lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 377

Dowiedział się jednak, że w Przasnyszu przesadzono może umyślnie tryumf szwedzki; pan
kasztelan kijowski nie dostał się wcale do niewoli, ale uzyskał prawo wyjścia z wojskiem,
bronią i zapalonymi lontami przy działach z miasta. Mówiono, że miał się udać na Śląsk.
Niewielka to była pociecha, ale zawsze pociecha.
W Pułtusku stały znaczne siły, które stamtąd pod wodzą Izraela miały się udać nad granicę
pruską, aby nastraszyć elektora, więc ani miasto, ani zamek, lubo bardzo obszerny, ani
przedmieścia, nie mogły pomieścić żołnierzy. Tu po raz pierwszy ujrzał też Kmicic wojsko
w kościele stojące. We wspaniałej gotyckiej kolegiacie, fundowanej przeszło dwieście lat
temu przez biskupa Giżyckiego, stała najemna niemiecka piechota. Wnętrze świątyni płonęło
światłem jak w czasie rezurekcji, bo na kamiennej posadzce płonęły porozpalane ognie.
Kotły dymiły w ogniskach. Około beczek z piwem kupiło się obce żołnierstwo, złożone ze
starych rabusiów, którzy całe Niemcy katolickie splądrowali i którym zapewne nie pierwszy
raz przyszło nocować w kościele. Więc wewnątrz rozlegał się gwar i okrzyki. Zachrypłe
głosy śpiewały obozowe pieśni; słychać było wrzaski i uciechy niewiast, które w owych
czasach włóczyły się zwykle za wojskiem.
Kmicic stanął w otwartych drzwiach; przez dymy wśród czerwonych płomieni ujrzał czerwone,
porozpalane trunkiem, wąsate twarze żołdaków siedzących na beczkach i pijących piwo;
innych rzucających kości lub grających w karty; innych sprzedających ornaty; innych
obejmujących ladacznice poprzybierane w jaskrawe suknie. Wrzaski, śmiechy, brzęk kufli i
szczęk muszkietów, echa grzmiące w sklepieniach głuszyły go. Głowa mu się zakręciła, oczy
nie chciały wierzyć temu, na co patrzyły, dech zamarł mu w piersi; piekło nie mniej by go
przeraziło.
Wreszcie porwał się za włosy i wybiegł powtarzając jak w obłąkaniu :
- Boże, ujmij się! Boże, skarz! Boże, ratuj!
tom II
Rozdział X
W Warszawie od dawna gospodarowali już Szwedzi. Ponieważ Wittenberg, właściwy rządca
miasta i przywódca załogi, znajdował się w tej chwili w Krakowie, więc rządy w jego
zastępstwie sprawiał Radziejowski. Nie mniej nad dwa tysiące żołnierza stało we właściwym
mieście, objętym wałami, i po jurydykach do wałów przylegających zabudowanych wspaniałymi
gmachami kościelnymi i świeckimi. Zamek i miasto nie były zniszczone, bo pan Wessel,
starosta makowski, oddał je bez boju, sam zaś wraz z załogą umknął pospiesznie, obawiając
się zemsty osobistego swego nieprzyjaciela Radziejowskiego.
Lecz gdy pan Kmicic zaczął się rozglądać bliżej i dokładniej, ujrzał na wielu domach
ślady drapieżnych rąk. Były to domy tych mieszkańców, którzy pouciekali z miasta nie
chcąc znosić obcego panowania lub którzy stawili opór w chwili, gdy Szwedzi wdzierali się
na wały.
Z pałaców pańskich, po jurydykach się wznoszących, te tylko zachowały dawną świetność,
których właściciele duszą i ciałem stali przy Szwedach. Stał więc w całej świetności
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional