lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 485

- Tych pomordowano nożami - szepnął Zbrożek.
- A Kuklinowski?
- Na Kuklinowskim ran nie masz, jeno bok ma spieczony i osmalone wąsy. Musiał zmarznąć
albo zatchnął się, bo własną czapkę dotychczas w zębach trzyma.
- Odkryć go!
Źołnierz podniósł róg kilimka i okazała się twarz straszna, nabrzmiała, z wytrzeszczonymi
oczyma. Na resztkach osmalonych wąsów sople, powstałe ze zlodowaciałego oddechu,
pomieszały się z kopciem i utworzyły jakby kły sterczące z ust. Twarz to była tak ohydna,
że Miller, lubo przyzwyczajony do wszelkiego rodzaju okropności, wzdrygnął się i rzekł:
- Zakryj co prędzej! Straszne! Straszne!
Posępna cisza zapanowała w stodółce.
- Po cośmy tu przyjechali? - pytał spluwając książę Heski - przez cały dzień nie tknę
jedzenia.
Nagle Millera opanowało nadzwyczajne jakieś rozdrażnienie graniczące prawie z obłędem.
Twarz mu zsiniała, źrenice rozszerzyły się, zęby poczęły zgrzytać. Owładnęło go dzikie
pragnienie krwi, zemsty nad kimkolwiek, więc zwróciwszy się do Zbrożka, zakrzyknął:
- Gdzie ów żołnierz, który widział, że Kuklinowski był w stodółce? Dawajcie go! to musi
być wspólnik!
- Nie wiem, czyli ten żołnierz tu jeszcze jest - odrzekł Zbrożek. - Wszyscy ludzie
Kuklinowskiego rozbiegli się jak wyjarzmione byki!
- To go łap! -zaryczał w furii Miller.
- To go wasza dostojność sam łap! - krzyknął z równą furią Zbrożek.
I znów straszliwy wybuch zawisnął, jakby na nici pajęczej, nad głowami Szwedów i Polaków.
Ci ostatni poczęli się cisnąć do Zbrożka, ruszać groźnie wąsiskami i trzaskać w szable.
Wtem gwar, echa strzałów i tętent kilku koni rozległ się na zewnątrz i do stodółki wpadł
oficer szwedzkich rajtarów.
- Jenerale! -krzyknął - wycieczka z klasztoru. Górnicy kopiący minę wybici do nogi!
Oddział piechoty rozproszony.
- Oszaleję! -wrzasnął Miller chwytając się za włosy peruki - na koń!
Po chwili mknęli wszyscy jak wicher ku klasztorowi, aż grudy śniegu sypały się jak grad
spod kopyt koni. Sto jazdy Sadowskiego, pod komendą jego brata, przyłączyło się do osoby
Millera i biegło w pomoc. Po drodze widzieli oddziały piechoty, przerażone, uciekające w
nieładzie i popłochu, tak bardzo upadły już serca niezrównanych skądinąd żołnierzy
szwedzkich. Opuszczano nawet szańce, którym żadne nie groziło niebezpieczeństwo.
Kilkunastu stratowali pędzący oficerowie i rajtarzy. Dopadli wreszcie o staję od fortecy,
lecz po to tylko, by na wzniesieniu, widnym jak na dłoni, ujrzeć wracających szczęśliwie
do klasztoru napastników. Śpiewy, okrzyki radosne i śmiechy dochodziły od nich do uszu
Millera.
Pojedynczy przystawali nawet i grozili w stronę sztabu krwawymi szablami. Polacy,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional