lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 33

Rozdział IV
Upłynęło kilka dni, a Kmicic nie wracał, ale za to do Wodoktów przyjechało trzech
szlachty laudańskiej na zwiady do panienki. Przyjechał więc Pakosz Gasztowt z Pacunelów,
ten, który gościł u siebie pana Wołodyjowskiego, patriarcha zaścianka, słynny z bogactw i
sześciu córek; z tych trzy były za trzema Butrymami, a dostały każda po sto bitych
talarów wiana prócz wyprawy i inwentarzy. Drugi przyjechał Kasjan Butrym, najstarszy
człowiek na Laudzie, dobrze Batorego pamiętający, z nim zięć Pakosza, Józwa Butrym. Ten,
choć w sile wieku, nie miał bowiem więcej jak lat pięćdziesiąt, a na popis pospolitego
ruszenia do Rosień nie poszedł, albowiem w wojnach kozackich kula armatnia stopę mu
urwała. Zwano go także z tego powodu kuternogą albo Józwą Beznngim. Był to straszliwy
szlachcic, siły niedźwiedziej i wielkiego rozumu, ale surowy, zgryźliwy, ostro ludzi
sądzący. Z tego powodu obawiano się go nieco w okolicach, bo przebaczać ani sobie, ani
innym nie umiał. Bywał także niebezpieczny, gdy podpił, ale zdarzało mu się to rzadko.
Ci tedy przyjechali do panny, która przyjęła ich wdzięcznie, choć od razu domyśliła się,
że na zwiady przyjeżdżają i usłyszeć coś od niej o panu Kmicicu pragną.
- Bo my do niego chcemy jechać z pokłonem, aleć to podobno jeszcze z Upity nie wrócił -
mówił Pakosz - tak do ciebie przyjechali pytać, kochanieńka, kiedy można?
- Myślę, że tylko co go nie widać - odrzekła panna. - Rad on wam, opiekunowie, będzie z
całej duszy, bo siła dobrego słyszał o was, i dawniej od dziadusia, i teraz ode mnie.
- Byle nas nie chciał przyjąć, jak domaszewiczów przyjął, gdy do niego z wieścią o
śmierci pułkownika przyjechali! - mruknął ponuro Józwa.
Panna dosłyszała i odparła zaraz żywo:
- Wy o to nie bądźcie krzywi. Może i nie dość politycznie ich przyjął, ale już :u swoją
omyłkę wyznał. Trzeba też pamiętać, że z wojny szedł, na której tyle trudów i zmartwień
przebył! Źołnierzowi się nie dziwić, choć i na kogo fuknie, bo to u nich humory jako
szable ostre.
Pakosz Gasztowt, który z całym światem zawsze chciał być w zgodzie
kiwnął ręką i rzekł:
- My też się i nie dziwili! Dzik na dzika fuknie, jak go z nagła zobaczy, czemu by człek
na człeka nie miał fuknąć! My pojedziem po staremu do Lubicza pokłonić się panu
Kmicicowi, aby z nami żył, na wojnę i do puszczy chodził jako nieboszczyk pan podkomorzy.
- Tak już powiedz, kochanieńka: udał ci się czy nie udał? - pytał Kasjan Butrym. - Taż to
nasza powinność pytać!...
- Bóg wam zapłać za troskliwość. Zacny to kawaler pan Kmicic, a choćbym też co przeciw
upatrzyła, nie godziłoby mi się o tym mówić.
- Aleś nic nie upatrzyła, duszo ty nasza najmilejsza?
- Nic! Zresztą nikt go tu nie ma prawa sądzić, a broń Boże nieufność okazać! Bogu lepiej
dziękujmy!
- Co tu zawczasu dziękować?! Jak będzie za co, to i dziękować, a nie, to nie dziękować -
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional