lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 69

- Co tam teraz o sądach myślić, kiedy wszyscy głowy potracili! Czy waszmościom wiadomo,
co ludzie mówią, że i od Szwedów może przyjść wojna?
- Niechże Bóg zachowa!... Moskiewska potencja i Chmielnicki! Szwedów tylko brak, a już by
ostatni termin na Rzeczpospolitą przyszedł.
Wtem pan Wołodyjowski, jadący na przodzie, odwrócił się i rzekł:
- Cicho tam, waszmościowie!
Szlachta umilkła, bo Lubicz już było widać. Po kwadransie drogi przysunęli się o niecałą
staję ode dworu. Wszystkie okna były oświecone; jasność biła aż na podwórze, na którym
pełno było zbrojnych ludzi i koni. Nigdzie żadnych straży, żadnych ostrożności -
widocznie .pan Kmicic ufał aż nadto swym siłom. Zbliżywszy się jeszcze więcej, pan
Wołodyjowski za jednym
rzutem oka poznał Kozaków, z którymi tyle się nawojował jeszcze za życia wielkiego
Jeremiego, a później pod Radziwiłłem, więc mruknął z cicha sam do siebie.
- Jeśli to są obcy Kozacy, to ten warchoł przebrał miarę!
I patrzył dalej, zatrzymawszy cały oddział. Na podwórzu krzątanina była okrutna. Jedni
Kozacy świecili pochodniami, inni biegali na wszystkie strony, wychodzili z domu i
wchodzili na powrót, wynosili rzeczy, pakowali toboły na wozy, inni wyprowadzali konie ze
stajen, bydło z obór, krzyki, nawoływania i rozkazy krzyżowały się na wszystkie strony.
Blask pochodni oświecał jakoby przeprowadzkę świętojańską dzierżawcy do nowego majątku.
Krzysztof Domaszewicz, starszy między Domaszewiczami, przysunął się do pana
Wołodyjowskiego.
- Wasza mość! -rzekł - cały Lubicz chcą zapakować na wozy.
- Nie wywiozą -odparł pan Wołodyjowski - nie tylko Lubicza, ale i skóry własnej. Nie
poznaję jednak Kmicica, który jest żołnierz doświadczony. Ani jednej straży!
- Bo potęgę ma wielką; widzi mi się, będzie nad trzysta ludzi. Źebyśmy byli z wojska nie
wrócili, mógłby w biały dzień przejść z wozami przez wszystkie zaścianki.
- Dobrze! - odrzekł pan Wołodyjowski. - Wszak to do dworu ta jedna droga prowadzi?
- Ta jedna, bo z tyłu stawy i bagna.
- To dobrze... Z koni, waszmościowie!
Posłuszna rozkazowi szlachta wnet zeskoczyła z kulbak, następnie szeregi piesze zwarły
się w długą linię i poczęły otaczać dom wraz z zabudowaniami.
Pan Wołodyjowski z głównym oddziałem zbliżył się wprost do kołowrotu.
- Czekać komendy! -rzekł z cicha. - Nie strzelać przed rozkazem!
Kilkadziesiąt zaledwie kroków dzieliło szlachtę od kołowrotu, gdy spostrzeżono ich
wreszcie z podwórca. Kilkunastu ludzi skoczyło razem do płotów i przechyliło się przez
nie, pilnie wpatrując się w ciemność, a groźne głosy wołać poczęły :
- Hej, a szto za lude?
- Alt!- zakrzyknął pan Wołodyjowski. - Ognia!
Wystrzały ze wszystkich rusznic, jakie miała szlachta, huknęły naraz; ale jeszcze echo
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional