lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 422

piastuje, ale wytrwajmy tylko, to jeszcze większe cuda zobaczymy!
Nadeszła niedziela, święto Ofiarowania Najświętszej Panny. W nabożeństwie nie było
przeszkody, bo Miller oczekiwał na ostateczną odpowiedź, którą zakonnicy obiecali
przesłać po południu.
Tymczasem, pomni na słowa Pisma: jako dla przestraszenia Filistynów Izrael obnosił arkę
bożą koło obozu, chodzili znów procesjonalnie z monstrancją.
List wysłano o godzinie drugiej, ale nie z poddaniem się, tylko z powtórzeniem odpowiedzi
danej Kuklinowskiemu, iż kościół i klasztor zowią się Jasną Górą, miasto zaś Częstochowa
wcale do klasztoru nie należy.
?Dlatego to błagamy usilnie Jego Dostojność - pisał ksiądz Kordecki - abyś zechciał
zostawić w pokoju Zgromadzenie nasze i kościół Bogu i Najświętszej Bogarodzicy
poświęcony, iżby w nim cześć Boga na przyszłość pozostała, gdzie by zarazem Majestat
Boski błagano o zdrowie i powodzenie Najjaśniejszego Króla. Tymczasem my, niegodni,
zanosząc nasze prośby, polecamy się najusilniej łaskawym względom Waszej Dostojności
pokładając ufność w jego dobroci, po której i na przyszłość wiele sobie obiecujemy..."
Byli przy czytaniu tego listu obecni: Wrzeszczowicz, Sadowski, Horn, gubernator
krzepicki, de Fossis, znakomity inżynier, na koniec książę Heski, człowiek młody,
wyniosły bardzo, który, lubo podkomendny Millera, chętnie mu swą wyższość okazywał. Ten
więc uśmiechnął się złośliwie i powtórzył z przyciskiem zakończenie listu:
- Po dobroci waszej wiele sobie obiecują; to przymówka o kwestę, panie jenerale. Zadam
wam jedno pytanie, mości panowie: czy mnichy lepiej się proszą, czy lepiej strzelają?
- Prawda ! - rzekł Horn. - Przez te pierwsze dni straciliśmy tylu ludzi, że i dobra bitwa
więcej nie weźmie!
- Co do mnie -mówił dalej książę Heski - pieniędzy nie potrzebuję, sławy nie zyskam, a
nogi w tych chałupach odmrożę. Co za szkoda, żeśmy do Prus nie poszli; kraj bogaty,
wesoły, jedno miasto lepsze od drugiego.
Miller, który czynił prędko, ale myślał powoli, dopiero w tej chwili wyrozumiał sens
listu, poczerwieniał więc i rzekł:
- Mnisi drwią z nas, mości panowie!
- Intencji nie było, ale na jedno to wychodzi! - odrzekł Horn.
- Więc do szańców! Mało było wczoraj ognia i kul!
Rozkazy dane przeleciały szybko z jednego końca linii szwedzkich w drugi. Szańce pokryły
się sinawymi chmurami, klasztor odpowiedział wnet z całą energią. Tym razem jednak działa
szwedzkie, lepiej ustawione, większą poczęły czynić szkodę. Sypały się bomby ładowne
prochem, ciągnące za sobą warkocz płomienia. Rzucano także rozpalone pochodnie i kłęby
konopi przesiąkniętych żywicą.
Jak czasem stada wędrownych żurawi, znużone długim lotem obsiadają wzgórza wyniosłe, tak
roje tych ognistych posłanników padały na szczyty kościoła i na drewniane dachy
zabudowań. Kto nie brał udziału w walce, kto nie był przy armatach, ten siedział na
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional