lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 892

pomiarkować się, cofnąć dłoń, panna podniosła ją i przycisnęła do ust wobec wszystkich, w
obliczu ołtarza i tłumów.
- Oleńka! -krzyknął zdumiony Kmicic.
Lecz ona wstała i zakrywszy twarz zasłoną, rzekła do miecznika:
- Stryju! chodźmy, chodźmy stąd prędko!
I wyszli przez drzwi zakrystii.
Pan Andrzej próbował wstać, wyjść za nią, lecz nie mógł...
Siły opuścił go zupełnie.
Natomiast w kwadrans później znalazł się przed kościołem, trzymany pod ręce przez pana
Wołodyjowskiego i pana Zagłobę.
Tłumy obywatelstwa, drobnej szlachty i pospolitego ludu cisnęły się dokoła; niewiasty -
zaledwie która zdołała się oderwać od piersi wracającego z wojny męża - już wiedzione
ciekawością, płci swojej właściwą, biegły popatrzyć na tego strasznego ongi Kmicica, dziś
zbawcę Laudy i przyszłego starostę. Koło zaciskało się coraz więcej, aż laudańscy musieli
w końcu otoczyć i bronić od natłoku rycerza.
- Panie Andrzeju! -wołał pan Zagłoba - ot, przywieźliśmy ci gościńca.
Sam się takiego nie spodziewałeś! Do Wodoktów teraz, do Wodoktów, na zrękowiny i
wesele!...
Dalsze słowa pana Zagłoby zginęły w gromkim okrzyku, który naraz pod przywództwem Józwy
Beznogiego podnieśli wszyscy laudańscy:
- Niech żyje pan Kmicic!
- Niech żyje! -powtórzyły tłumy. - Nasz starosta upicki niech żyje! niech żyje!
- Do Wodoktów! Wszyscy! - huknął pan Zagłoba.
- Do Wodoktów! do Wodoktów! - wrzasnęło tysiąc ust. - W swaty do Wodoktów, z panem
Kmicicem, z naszym zbawcą! Do panienki! do Wodoktów!
I ruch uczynił się ogromny. Lauda siadła na koń; z tłumów, kto żyw, dopadał wozów,
bryczek, wasągów, podjezdków. Piesi na przełaj poczęli biec przez lasy i pola. Okrzyk:
?Do Wodoktów!", brzmiał w całym miasteczku. Drogi zaroiły się różnobarwnymi kupami ludzi.
Pan Kmicic jechał w skarbniczku między Wołodyjowskim i Zagłobą i raz wraz któregoś brał w
ramiona. Mówić jeszcze nie mógł, bo zbyt był wzruszony, zresztą pędzili tak, jakby
Tatarzy na Upitę napadli. Wszystkie bryki i wozy pędziły tak samo koło nich.
Byli już dobrze za miastem, gdy nagle pan Wołodyjowski pochylił się do ucha Kmicica.
- Jędrek - spytał się - a nie wiesz, gdzie tamta?
- W Wodoktach! -odpowiedział rycerz.
Wówczas, czy wiatr począł tak poruszać wąsikami pana Michała, czy wzruszenie, nie
wiadomo, dość, że przez całą drogę nie przestawały wysuwać się naprzód, jakby dwa szydła
lub dwie macki chrabąszcza.
Pan Zagłoba śpiewał z radości tak okrutnym basem, że aż się konie płoszyły:
Dwoje nas było, Kasieńko, dwoje na świecie,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional