lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 391

Wrzeszczowicz rozśmiał się.
- W tym kraju nikt się nie będzie bronił, a dzisiaj już i nie może się nikt bronić. Mieli
po temu czas!... teraz za późno!
- Za późno -powtórzył Lisola.
Na tym skończyła się rozmowa. Po wieczerzy odjechali. Kmicic pozostał sam. Była to dla
niego najgorsza noc ze wszystkich, jakie spędził od czasu wyjazdu z Kiejdan.
Słuchając słów Weyharda Wrzeszczowicza musiał się wszelkimi siłami powstrzymywać, aby nie
krzyknąć mu: ?Łżesz, psie!" - i z szablą na niego nie wpaść. I jeśli tego nie uczynił, to
dlatego, że niestety czuł i uznawał prawdę w słowach cudzoziemca, straszną, palącą jak
ogień, ale rzeteIną.
?Co bym mu mógł rzec? - mówił sobie - czym, prócz pięści, zanegować? jakie dowody
przytoczyć?... Prawdę szczekał... Bodaj go zabito!... A i ów cesarski statysta przyznał
mu, że już po wszystkim i na wszelką obronę za późno."
Kmicic w znacznej części może dlatego tak cierpiał, że owo ?za późno" było wyrokiem nie
tylko dla ojczyzny, ale i dla jego prywatnego szczęścia. A przecie już tej męki miał
dosyć; już mu i sił nie stawało, bo przez całe tygodnie nic innego nie słyszał, tylko: że
wszystko przepadło, że nie czas już, że za późno. Źaden promyk nadziei nie padł mu
nigdzie w duszę.
Jadąc coraz dalej, dlatego się tak śpieszył, dlatego dniami i nocami jechał, żeby uciec
przed tymi wróżbami, żeby wreszcie znaleźć jaką okolicę, jakiego człowieka, który by mu
wlał chociaż kroplę pociechy. Tymczasem znajdował coraz większy upadek, coraz większą
desperację. Wreszcie słowa Wrzeszczowicza przepełniły ten kielich goryczy i żółci;
wykazały mu jasno to, co było dotąd niewyraźnym poczuciem, że nie tyle Szwedzi,
Septentrionowie i Kozacy zabili ojczyznę, ile cały naród.
?Szaleni, swawolni, źli i przedajni tę ziemię zamieszkują -powtarzał za Wrzeszczowiczem
pan Kmicic - i nie masz innych!... Króla nie słuchają, sejmy rwą, podatków nie płacą,
nieprzyjacielowi sami do zawojowania tej ziemi pomagają. Muszą zginąć!
Dla Boga! żeby choć jedno łgarstwo mu zadać! Zali prócz jazdy, nie masz w nas nic
dobrego, żadnej cnoty, jeno zło samo?"
Pan Kmicic szukał w duszy odpowiedzi. Tak już był zmęczony i drogą, i zmartwieniami, i
wszystkim, co przeszedł, że mu się zaczęło w głowie mącić. Poczuł, że jest chory, i
owładnęło go śmiertelne znużenie. W mózgu czynił mu się coraz większy chaos. Przesuwały
się twarze znajome i nieznajome, te, które znał dawniej, i te, które w czasie drogi
napotkał.
Owe figury rozprawiały jakby na sejmie, przytaczały sentencje, proroctwa, a wszystkim
chodziło o Oleńkę. Ona czekała ratunku od pana Kmicica, ale Wrzeszczowicz powstrzymywał
go za ramiona i patrząc mu w oczy, powtarzał: ?Za późno! co szwedzkie, to szwedzkie!" - a
Bogusław Radziwiłł śmiał się i wtórował Wrzeszczowiczowi. Po czym wszyscy poczęli
krzyczeć: ?Za późno! za późno! za późno!" - i chwyciwszy Oleńkę, znikli z nią gdzieś w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional