lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 264

względem Radziwiłła i powtarzał sobie w duszy:
?Takiemu to panu służę! Zamknę oczy i pójdę ślepo za jego fortuną. Straszny on czasem i
niezbadany, ale większy ma rozum od innych, lepiej wie, czego trzeba, i w nim jednym
zbawienie."
Lżej mu się zrobiło i pogodniej w sercu na tę myśl, więc jechał dalej z większą otuchą w
sercu, rozdzielając duszę między tęsknotę po Kiejdanach a rozmyślania o nieszczęsnym
stanie ojczyzny.
Tęsknota wzmagała się coraz bardziej. Czerwonej tasiemki za siebie nie rzucił, pierwszego
ogniska wiadrem wody nie zalał, bo raz: czuł, że to na nic, po wtóre: nie chciał.
- Ej, żeby ona tu była, żeby te płakania i jęki ludzkie słyszała, nie prosiłaby Boga, by
mnie nawrócił, nie mówiłaby mi, że błądzę jako owi heretycy, którzy prawdziwą wiarę
porzucili. Ale nic to! Prędzej, później ona się przekona, pozna, że jej to rozum
szwankował... A wtedy będzie, co Bóg da.
Może się jeszcze w życiu spotkamy.
I tęsknota wzmagała się w młodym kawalerze, ale zarazem przekonanie, że po prawdziwej,
nie błędnej drodze stąpa, dało mu spokój od dawna nie znany. Targanina myśli, zgryzoty,
wątpliwości opuszczały go z wolna i jechał przed siebie, zanurzał się w bezbrzeżne lasy
prawie wesoło. Od czasu jak po sławnych z Chowańskim gonitwach do Lubicza przyjechał, nie
czuł, aby mu tak raźno było na świecie.
W tym wąsaty Charłamp miał słuszność, że nie masz jak droga na duszne troski i niepokoje.
Zdrowie miał pan Andrzej żelazne, a fantazja wracała mu z każdą chwilą i chęć przygód.
Widział je przed sobą i uśmiechał się do nich, i gnał konwój bez wytchnienia, ledwie się
na krótkie noclegi zatrzymując. Przed oczyma duszy stała mu ustawicznie Oleńka, spłakana,
drżąca w jego ramionach jak ptak, i mówił sobie: wrócę.
Czasem przesuwała się przed nim postać hetmana, posępna, ogromna, groźna. Ale może
właśnie dlatego, że się od niej oddalał coraz bardziej, ta postać stawała mu się prawie
drogą. Dotychczas uginał się przed Radziwiłłem, teraz zaczynał go kochać. Dotychczas
Radziwiłł porywał go, jak potężny wir wodny porywa i przyciąga wszystko, co się w jego
kolisko dostanie ;teraz Kmicic czuł, że chce płynąć z nim razem z całej duszy.
I z odległości rósł ten olbrzymi wojewoda coraz bardziej w oczach młodego rycerza i
prawie nadludzkie przybierał rozmiary. Nieraz na noclegu, gdy pan Andrzej zamykał do snu
oczy, widział hetmana siedzącego na tronie wyższym nad szczyty sosen. Korona na głowie
jego, twarz ta sama, posępna, ogromna, w rękach miecz i berło, a pod stopami cała
Rzeczpospolita.
I bił czołem w duszy przed wielkością.
Trzeciego dnia podróży zostawili za sobą daleko Niemen i weszli w kraj jeszcze lesistszy.
Zbiegów na drogach napotykali ciągle całe gromady, a szlachta, która nie mogła oręża
dźwigać, uchodziła prawie bez wyjątku do Prus przed podjazdami nieprzyjacielskimi, które
nie utrzymywane tutaj na wodzy, jak nad brzegami Wilii przez szwedzkie i radziwiłłowskie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional