lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 91

- Pewnie, że Jerzemu nie równać się z Michałem. Toś to waćpan ten sam Wołodyjowski, o
którym powiadano, że Bohuna usiekł?
- Jam jest.
- No, od takiego nie żal po łbie dostać. Dałby Bóg, żebyśmy przyjaciółmi mogli zostać.
Waćpan to mnie wprawdzie zdrajcą okrzyknąłeś, aleś się w tym pomylił.
To rzekłszy pan Kmicic ściągnął brwi, jakby go rana na nowo zabolała.
- Przyznaję, żem się pomylił - odrzekł pan Wołodyjowski - ale nie od waćpana o tym
dopiero się dowiaduję, bo mi to już ludzie twoi powiadali. I wiedz waszmość o tym, że
inaczej nie byłbym tu przyjeżdżał.
- Już ostrzyli, bo ostrzyli tu na mnie języki ! - mówił z goryczą Kmicic. -Niech będzie,
co chce. Niejedna jest kreska na mnie, przyznaję, ale też i w tej okolicy ludzie
niewdzięcznie mnie przyjęli...
- Waść sobie najwięcej zaszkodziłeś tym spaleniem Wołmontowicz i ostatnim raptem.
- Toteż mnie procesami gnębią. Leżą już u mnie terminy do sądów. Choremu przyjść do
zdrowia nie dadzą. Spaliłem Wołmontowicze, prawda, i ludzi coś się wysiekło; niechże mnie
jednak Bóg sądzi, jeślim to ze swawoli uczynił. Tej samej nocy, przed spaleniem, ślub
sobie zrobiłem: żyć ze wszystkimi w zgodzie, zjednać sobie owych tutejszych szaraczków,
załagodzić nawet łyczków w Upicie, bo tam istotnie podswawoliłem. Wracam tedy do dom i
cóż zastaję? Oto moich kompanionów porżniętych jak woły, leżących pod ścianą! Gdym się
dowiedział, że to Butrymowie uczynili, wtedy diabeł we mnie wstąpił... i zemściłem się
srogo... Czy waść uwierzy, za co ich porżnięto?... Sam się o tym później dowiedziałem od
jednego z Butrymów, którego w lasach napadłem: oto za to, że potańcować w karczmie z
szlachciankami chcieli... Kto by się nie mścił?
- Mój mości panie! - odpowiedział Wołodyjowski - prawda, że za ostro postąpiono z waćpana
kompanami, ale czy to ich szlachta pobiła? Nie! Pobiła ich dawniejsza reputacja, jaką tu
ze sobą gotową przywieźli, bo żeby tak grzecznym jakim żołnierzom zachciało się
potańcować, pewnie by ich za to nie sieczono.
- Niebożęta! -mówił Kmicic idąc za swoją myślą - gdym teraz oto w gorączce leżał, co
wieczora wchodzili tymi oto drzwiami z tamtej izby... Widziałem ich koło łoża, jako na
jawie, sinych, zbitych, a ciągle jęczeli: ?Jędruś! daj na mszę za nasze dusze, bo męki
cierpimy!" To mówię waści, włosy mi na głowie powstawały; bo i siarką od nich w izbie
pachniało... Na mszę już dałem, oby im to co pomogło!
Nastała chwila milczenia.
- A co do raptu -mówił dalej Kmicic - waćpanu o tym nikt nie mógł powiedzieć, że ona
ocaliła mi wprawdzie życie, gdy mnie szlachta ścigała, ale potem kazała iść precz i nie
pokazywać się na oczy. Co mi wówczas pozostało?
- Zawszeć to tatarski był sposób.
- Chyba waćpan nie wiesz, co jest afekt i do jakiej desperacji człowiek przyjść może, gdy
to, co najwięcej umiłował, utraci.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional