lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 76

- Mościa panno... wolna jesteś!...
Wówczas spod narzuconych włosów spojrzały na rycerza oczy błękitne, a potem wychyliła się
z nich twarz śliczna, choć blada i jakby nieprzytomna. Pan Wołodyjowski spodziewał się
podziękowań, wybuchu radości, tymczasem panna siedziała nieruchomie i tylko patrzyła nań
błędnie; więc rycerz ozwał się po raz drugi:
- Przyjdź waćpanna do siebie, Bóg wejrzał na niewinność... Jesteś wolna i możesz wracać
do Wodoktów.
Tym razem w spojrzeniu Billewiczówny więcej było przytomności. Powstawszy ze skrzyni
strząsnęła w tył włosy i spytała :
- Kto waćpan jesteś?
- Michał Wołodyjowski, pułkownik dragoński wojewody wileńskiego.
- Słyszałam bitwę... strzały?... Mów waćpan...
- Tak jest. My to przyszli waćpannie na ratunek...
Billewiczówna oprzytomniała zupełnie.
- Dziękuję waści! - rzekła pospiesznie cichym głosem, w którym przebijał się śmiertelny
niepokój. - A z tamtym co się stało?...
- Z Kmicicem? Nie bój się waćpanna: leży bez duszy na podwórzu... i jam to, nie chwaląc
się, sprawił.
Wołodyjowski wyrzekł to z pewną chełpliwością, ale jeśli spodziewał się podziwu, to
zawiódł się srodze. Billewiczówna nie odrzekła ani słowa, natomiast zachwiała się na
nogach i rękoma poczęła szukać oparcia za sobą, na koniec siadła ciężko na tejże samej
skrzyni, z której przed chwilą się podniosła.
Rycerz poskoczył ku niej żywo.
- Co waćpannie jest?
- Nic... nic... Czekaj waść... pozwól... To pan Kmicic zabity?...
- Co mnie pan Kmicic! - przerwał Wołodyjowski - tu o waćpannę chodzi!
Wówczas siły jej nagle wróciły, bo się podniosła znowu i spojrzawszy mu wprost w oczy,
wykrzyknęła z gniewem, zniecierpliwieniem i rozpaczą:
- Na Boga żywego, odpowiadaj! zabity?..
- Pan Kmicic ranny -odpowiedział zdumiony pan Wołodyjowski.
- Źyje?...
- Źyje.
- Dobrze I Dziękuję waści...
I chwiejnym jeszcze krokiem skierowała się ku drzwiom. Wołodyjowski stał przez chwilę
ruszając mocno wąsikami i kręcąc głową; następnie mruknął sam do siebie:
- Zali mi ona dziękuje za to, że Kmicic ranny, czy za to, że żyje?
I wyszedł za nią. Zastał ją w przyległej izbie sypialnej, stojącą pośrodku, jakby
skamieniałą. Czterech szlachty wnosiło właśnie Kmicica; dwóch pierwszych, postępując
bokiem, ukazało się we drzwiach, a między ich rękoma zwieszała się ku ziemi blada głowa
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional