lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 51

- Rotmistrz się zbiesił. Nie daj Bóg mu pod rękę wpaść...
Jakoż pan Andrzej biesił się rzeczywiście. Naokół był wielki spokój. Księżyc świecił
pogodnie, niebo iskrzyło się tysiącami gwiazd, najmniejszy wiatr nie poruszał gałęzi na
drzewach -jeno w sercu rycerza wrzała burza. Droga do Lubicza wydała mu się tak długa jak
nigdy. Jakaś nie znana dotąd trwoga zaczęła nań nadlatywać z mroku, z głębin leśnych i z
pól zalanych zielonawym światłem księżyca. Wreszcie zmęczenie ogarnęło pana Andrzeja,
gdyż zresztą, co prawda, całą zeszłą noc spędził w Upicie na pijatyce i hulance. Ale
chciał trud trudem zabić, otrząsnąć się z niepokoju szybką jazdą, zwrócił się więc do
żołnierzy i zakomenderował:
- W konie!...
Pomknął jak strzała, a za nim cały oddział. I w tych lasach, i na pustych polach lecieli
jak ów orszak piekielny rycerzy krzyżackich, o których lud powiada na Źmudzi, że czasami,
wśród jasnych nocy miesięcznych, zjawiają się i pędzą przez powietrze zwiastując wojnę i
klęski nadzwyczajne. Tętent leciał przed nimi i za nimi; z koni zaczęła para buchać i
dopiero gdy śniegiem pokryte dachy lubickie ukazały się na zawrocie, zwolnili biegu.
Kołowrot zastali otwarty szeroko. Kmicica zdziwiło, że gdy podwórzec zaroił się ludźmi i
końmi, nikt nie wyszedł zobaczyć ani spytać, co są za jedni. Spodziewał się zastać okna
błyszczące od świateł, usłyszeć głos Uhlikowego czekanika, skrzypków albo wesołe okrzyki
biesiady; tymczasem w dwóch tylko oknach izby jadalnej migotało niepewne światełko,
zresztą
było ciemno, cicho, głucho. Wachmistrz Soroka zeskoczył pierwszy z konia, by podtrzymać
strzemię rotmistrzowi.
- Iść spać! -rzekł Kmicic. - Kto się zmieści w czeladnej, niech śpi w czeladnej, a inni w
stajniach. Konie wstawić do obór, stodół i przynieść im siana z odryny.
- Słucham! -odpowiedział wachmistrz.
Kmicic zlazł z konia. Drzwi od sieni były otwarte na rozcież, a sień wyziębiona.
- Hej tam ! jest tam kto? - wołał Kmicic.
Nikt się nie ozwał.
- Hej tam ! -powtórzył głośniej.
Milczenie.
- Popili się... -mruknął pan Andrzej.
I ogarnęła go taka wściekłość, że począł zębami zgrzytać. Jadąc wstrząsał się z gniewu na
myśl, że zastanie pijatykę i rozpustę, teraz ta cisza drażniła go jeszcze bardziej.
Wszedł do izby jadalnej. Na ogromnym stole palił się kaganek łojowy czerwonym, dymiącym
światłem. Pęd powietrza, które wpadło z sieni, chwiał płomieniem tak, iż przez chwilę nie
mógł pan Andrzej nic dojrzeć. Dopiero gdy migotanie uspokoiło się, dojrzał szereg postaci
leżących
równo pod ścianą.
- Popili się na umor czy co? - mruknął niespokojnie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional