lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 521

gotowe, bo lada dzień wyruszą z panami do Raciborza.
Król cały następny dzień nie pokazywał się nigdzie, nawet i w kościele, ale za to u
siebie w mieszkaniu do nocy krzyżem przeleżał, poszcząc i Króla królów błagając o
wspomożenie, nie dla siebie, ale dla Rzeczypospolitej.
Maria Ludwika wraz z pannami trwała także na modlitwie.
Następnie noc pokrzepiła siły strudzonych i gdy w ciemnościach jeszcze dzwon głogowskiego
kościoła ozwał się na jutrznię, wybiła godzina rozstania.
tom II
Rozdział XXIII
Przez Raciborz przejechano, koniom tylko popasłszy. Nikt króla nie poznał, nikt na orszak
nie zwrócił zbytniej uwagi, bo wszyscy byli zajęci niedawnym przejściem dragonów, między
którymi, wedle powszechnego mniemania, monarcha polski miał się znajdować.
Orszak ten jednak wynosił około pięćdziesięciu koni, gdyż królowi towarzyszyło kilku
dygnitarzy, pięciu samych biskupów, a pomiędzy innymi nuncjusz odważył się dzielić z nim
trudy niebezpiecznej wyprawy. Droga jednak w granicach cesarstwa nie przedstawiała
żadnego niebezpieczeństwa. W Oderbergu, niedaleko ujścia Olszy do Odry, wjechano w
granice Morawy.
Dzień był chmurny i śnieg walił tak gęsto, że na kilkanaście kroków nie było można
dojrzeć drogi przed sobą. Ale król był wesół i pełen dobrej myśli, bo zdarzył się znak,
który wszyscy za najpomyślniejszą poczytywali wróżbę, a którego współcześni historycy nie
omieszkali nawet w kronikach zapisać. Oto przy samym wyruszeniu króla z Głogowy pojawiła
się przed koniem biała całkiem ptaszyna i poczęła krążyć, wzbijać się chwilami w górę,
chwilami zniżać nad samą głową monarszą, kwiląc przy tym i świegocąc radośnie.
Wspomniano, że podobny ptak, ale czarny, kręcił się nad królem, gdy w swoim czasie z
Warszawy przed Szwedami ustępował.
Owa zaś biała całkiem wielkością i kształtem była do jaskółki podobna, co obudziło tym
większy podziw, że zima była głęboka i jaskółki nie myślały jeszcze o powrocie. Uradowali
się jednak wszyscy, król zaś przez pierwsze dni o niczym innym nie mówił i
najpomyślniejszą sobie przyszłość obiecywał. Również zaraz z początku drogi okazało się,
jak dobrą była rada Kmicica, aby jechać osobno.
Wszędzie na Morawie opowiadano o niedawnym przejeździe króla polskiego. Niektórzy
twierdzili, że widzieli go na własne oczy, całego w zbroi, z mieczem w ręku i koroną na
głowie. Różne też już chodziły wieści o sile, jaką ze sobą prowadził, i w ogóle
przesadzano do bajecznych rozmiarów liczbę dragonów. Byli i tacy, którzy widzieli z
dziesięć tysięcy, iż się końca szeregów, koni, ludzi, chorągwi i znaków doczekać nie
mogli.
- Pewnie - mówiono -Szwedzi zaskoczą im drogę, ale czy poradzą takowej potędze, nie
wiadomo.
- A co? - pytał Tyzenhauza król - nie miał Babinicz racji?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional