lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 571

- Kto taki, wasza książęca mość?
- Śmierć!
- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!
Nastała chwila milczenia, słychać tylko było szept pacierzy, odmawianych przez panią
Jakimowiczową.
- Powiedzcie - ozwał się książę przerywanym głosem - zali wy naprawdę wierzycie, że poza
waszą wiarą nikt zbawion być nie może?
- I w godzinę śmierci można jeszcze od błędów rewokować - odrzekł Charłamp.
Odgłosy wystrzałów stały się w tej chwili jeszcze gęstsze. Huk dział począł wstrząsać
szybami, które za każdym razem odpowiadały żałosnym dźwięczeniem.
Książę słuchał czas jakiś spokojnie, po czym uniósł się z lekka na wezgłowiu, z wolna
oczy poczęły się rozszerzać, źrenice błyskać. Siadł; przez chwilę trzymał rękoma głowę,
nagle krzyknął jak w obłąkaniu:
- Bogusław! Bogusław! Bogusław!
Charłamp wybiegł jak szalony z komnaty.
Zamek cały trząsł się i dygotał od huku dział.
Nagle dał się słyszeć krzyk kilku tysięcy głosów, po czym targnęło coś z okropnym łomotem
ścianami, aż głownie i węgle z komina wysypały się na posadzkę, jednocześnie Charłamp
wpadł z powrotem do sali.
- Sapieżyńscy bramę wysadzili! - krzyknął. - Szwedzi uciekli do wieży!... Nieprzyjaciel
tuż!... wasza książęca mość...
Dalsze słowa zamarły mu w ustach, Radziwiłł siedział na sofie z oczyma wyszłymi na
wierzch; otwartymi ustami łapał raz po raz powietrze, zęby miał wyszczerzone, rękoma darł
sofę, na której siedział, i patrząc z przerażeniem w głąb komnaty, krzyczał, a raczej
chrapał między jednym oddechem a drugim:
- To Radziejowski... Ja nie... Ratunku!.. Czego chcecie?! Weźcie tę koronę!... To
Radziejowski... Ratujcie, ludzie! Jezus! Jezus! M a r i o !
To były ostatnie słowa Radziwiłła.
Następnie porwała go straszliwa czkawka, oczy wyszły mu jeszcze okropniej z oprawy,
wyprężył się, padł na wznak i pozostał bez ruchu.
- Skonał! - rzekł medyk.
- Marii wzywał! słyszeliście, choć kalwin - ozwała się pani Jakimowiczowa.
- Dorzućcie na ogień! - rzekł do struchlałych paziów Charłamp.
Sam zaś zbliżył się do trupa, przymknął mu powieki, za czym zdjął z pancerza złocisty
obraz Bogarodzicy, który na łańcuszku nosił, i ułożywszy ręce Radziwiłła na piersiach,
włożył mu go między palce.
Światło ognia odbiło się od złotego tła obrazu, a ów odblask padł na twarz wojewody i
rozweselił ją tak, że nigdy nie wydawała się tak spokojna.
Charłamp siadł obok ciała i wsparłszy łokcie o kolana, ukrył oblicze w dłoniach.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional