lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 492

roztopionego ołowiu, i pochodnie bez oprawy, i sznury, i szmaty. Nigdy huk nie był tak
nieustający, nigdy dotąd taka fala ognia i żelaza nie zwaliła się na klasztor, lecz
między działami szwedzkimi nie było owej kolubryny, która sama jedna mogła pokruszyć mur
i wyłomy potrzebne do ataku uczynić.
Zresztą oblężeni tak już przywykli do ognia, tak każdy wiedział, co mu czynić należy, że
bez komendy obrona szła zwykłym trybem. Na ogień odpowiadano ogniem, na pocisk pociskiem,
jeno wymierzonym trafniej, bo spokojniej. Pod wieczór wyjechał Miller, aby przy ostatnich
błyskach zachodzącego słońca skutki dobrze obejrzeć, i wzrok jego padł na wieżę rysującą
się spokojnie na tle błękitu.
- Ten klasztor wieki wieków stać będzie! - zakrzyknął w uniesieniu.
- Amen ! -odpowiedział spokojnie Zbrożek.
Wieczorem zebrała się znów w jeneralnej kwaterze narada, jeszcze posępniejsza niż zwykle.
Zagaił ją sam Miller.
- Szturm dzisiejszy -rzekł - żadnych nie przyniósł rezultatów. Prochy nasze się kończą,
lud zmarniał w połowie, reszta, zniechęcona, klęski, nie zwycięstwa, wygląda. Zapasów już
nie mamy, posiłków nie możem się spodziewać.
- A klasztor jako pierwszego dnia oblężenia nienaruszony stoi! - dodał Sadowski.
- Co nam pozostaje?
- Hańba...
- Odebrałem rozkazy - rzekł jenerał - bym prędzej kończył lub odstąpił i szedł do Prus.
- Co nam pozostaje?... - powtórzył książę Heski.
Wszystkie oczy zwróciły się na Wrzeszczowicza, ten zaś rzekł:
- Ratować honor!
Śmiech krótki, urywany, podobniejszy do zgrzytu zębów, wydobył się z ust Millera, którego
Poliocertesem zwano.
- Pan Wrzeszczowicz chce nas nauczyć, jak wskrzeszać zmarłych - rzekł.
Wrzeszczowicz udał, że nie słyszy.
- Honor uratowali tylko polegli - rzekł Sadowski.
Miller począł tracić zimną krew.
- I ten klasztor stoi tam jeszcze?... Ta Jasna Góra, ten kurnik?!... I ja go nie
zdobyłem?!... I my odstępujemy?... Czyli to sen, czy mówię na jawie?...
- Ten klasztor, ta Jasna Góra stoi tam jeszcze - powtórzył słowo w słowo książę Heski - i
my odstępujemy... pobici!...
Nastała chwila milczenia; zdawało się, że wódz i jego podwładni znajdują dziką rozkosz w
rozpamiętywaniu własnego upokorzenia i wstydu. Wtem Wrzeszczowicz głos zabrał i mówił z
wolna i dobitnie:
- Nieraz trafiało się - rzekł - we wszystkich wojnach, że oblężona forteca okupowała się
oblegającym, a wówczas ci odchodzili jak zwycięzcy, bo kto składa okup, ten tym samym
zwyciężonym się uznaje.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional