lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 623

blaski dzienne odbiły się w rurach muszkietów i na grotach dzid.
I szedł regiment za regimentem, chorągiew za chorągwią bardzo sprawnie. Jazda
pośpiewywała godzinki, a konie parskały raźno w rannym chłodzie, z czego żołnierze zaraz
wróżyli sobie pewne zwycięstwo.
Serca pełne były otuchy, bo to już wiedziało z doświadczenia rycerstwo, że pan Sapieha
rozmyśla, głową kręci, na obie strony każde przedsięwzięcie waży, ale gdy zaś przed się
co weźmie, to dokona, a gdy się ruszy, to bije.
W Rokitnie już i legowiska po Tatarach ostygły; poszli jeszcze wczoraj na noc i musieli
być już daleko. Uderzyło to pana Sapiehę, że po drodze trudno się było o nich dopytać,
chociaż oddział, liczący z wolentarzami do kilkuset ludzi, nie mógł przejść nie
dostrzeżony.
Oficerowie, co doświadczeńsi, bardzo podziwiali ten pochód i pana Babinicza, że tak
prowadzić umiał.
- Jak wilk łozami idzie i jak wilk ukąsi - mówiono - praktyk to jakiś zawołany!
A pan Oskierko, który jako się rzekło, wiedział, kto jest Babinicz, mówił do pana Sapiehy:
- Nie darmo Chowański cenę na jego głowę nakładał. Bóg da wiktorię, komu zechce, ale to
pewna, że Bogusławowi wkrótce się wojna z nami uprzykrzy.
- Szkoda jeno, że Babinicz jakoby w wodę wpadł - odpowiadał hetman.
Istotnie, upłynęło trzy dni bez żadnej wiadomości. Główne siły sapieżyńskie doszły do
rohiczyna, przeszły Bug i nie znalazły nieprzyjaciela przed sobą. Hetman począł się
niepokoić Wedle zeznań petyhorców, podjazdy Bogusławowe doszły właśnie już do Drohiczyna,
widoczne więc było, że Bogusław postanowił cofać się. Ale co znaczyło to cofanie? Czy
Bogusław dowiedział się o przeważnych siłach sapieżyńskich i nie śmiał mierzyć się z
nimi, czy też pragnął odciągnąć hetmana daleko na północ, aby ułatwić królowi szwedzkiemu
napad na Czarnieckiego i hetmanów koronnych? Babinicz powinien był już zachwycić języka i
dać znać hetmanowi. Zeznania petyhorców co do liczby wojsk Bogusławowych mogły być
błędne, należało zatem mieć jak najprędzej dokładną o niej relację.
Tymczasem upłynęło jeszcze dni pięć, a Babinicz nie dawał znać o sobie. Przychodziła
wiosna. Dnie stawały się coraz cieplejsze, śniegi tajały. Okolica pokrywała się wodą, pod
którą drzemały grząskie błota utrudniające niesłychanie pochód. Większą część armat i
wozów musiał hetman zostawić jeszcze w Drohiczynie i iść dalej komunikiem. Stąd niewygody
wielkie i szemrania, zwłaszcza między pospolitym ruszeniem. W Brańsku trafiono na takie
roztopy, że i piechota nie mogła postępować dalej. Hetman zagarniał konie po drodze u
chłopów i drobnej szlachty i sadzał na nie muszkietników. Innych brała lekka jazda; lecz
już za daleko się posunięto i hetman rozumiał, że jedno tylko pozostaje, to jest: iść jak
najprędzej.
Bogusław cofał się ciągle. Po drodze trafiano ustawicznie na jego ślady, na spalone
gdzieniegdzie wsie, na trupy ludzkie wiszące po drzewach. Szlachta drobna, miejscowa,
przyjeżdżała z wiadomościami co chwila do sapieżyńskiego obozu, lecz prawda ginęła, jako
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional