lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 509

- U mnie masz wiarę! - rzekł król.
- Sama prawda była w jego słowach -dodała Maria Ludwika - ja się na ludziach nie mylę.
Lecz Kmicic ręce złożył.
- Miłościwe państwo, pozwólcie! Niechże ktokolwiek idzie ze mną na stronę, bo ciężko by
mi tu było żyć w podejrzeniach.
- Ja pójdę - rzekł pan Tyzenhauz, młody dworzanin królewski.
To rzekłszy odprowadził Kmicica do drugiej komnaty, a po drodze mówił do niego:
- Nie dlatego idę, bym nie wierzył, bo wierzę, ale by z waszmością pogadać. My się gdzieś
na Litwie widzieli... Nazwiska sobie nie mogę przypomnieć, bo być może, iżem waszmości
wyrostkiem jeszcze widział i sam wtedy wyrostkiem byłem. Kmicic odwrócił nieco twarz, by
ukryć nagłe pomieszanie.
- Może na sejmiku jakim. Często mnie nieboszczyk rodzic brał ze sobą, bym się praktyce
publicznej przypatrywał.
- Może być... Twarz waćpańska pewno mi nieobca, chociażeś wtedy tej kresy nie miał. Patrz
jednak waćpan, jako memoria fragilis est, toż mnie się przewiduje, że cię wtedy inaczej
zwali?
- Bo lata pamięć mącą - odparł pan Andrzej.
Za czym weszli do innej komnaty. Po chwili pan Tyzenhauz wrócił przed oblicze królewskie.
- Upieczon, miłościwy królu, jako na rożnie! - rzekł. - Cały bok ze szczętem przypalony!
Więc gdy z kolei i Kmicic wrócił, król wstał, ścisnął go za głowę i rzekł:
- Nigdy byśmy nie wątpili, że prawdę mówisz, i zasługa twoja ani ból darmo nie przeminie.
- Dłużnikami twymi jesteśmy - dodała królowa wyciągając doń rękę.
Pan Andrzej przyklęknął na jedno kolano i ucałował ze czcią dłoń królowej, która go
jeszcze pogładziła jako matka po głowie.
- Ale jużże się na pana kanclerza nie gniewaj - rzekł znowu król. - Po prawdzie, niemało
tu było zdrajców albo takich, którzy pletli trzy po trzy, a do urzędu kanclerskiego
należy, żeby prawdę de publicis wydobyć.
- Co by tam mój chudopacholski gniew znaczył dla tak wielkiego człowieka -odpowiedział
pan Andrzej. - I nie śmiałbym nawet mruczeć na zacnego senatora, który przykład wierności
i miłości do ojczyzny wszystkim daje.
Kanclerz uśmiechnął się dobrotliwie i wyciągnął rękę.
- No, niechże będzie zgoda ! Przymówiłeś mi też szpetnie o tym wosku, ale wiedz o tym, że
i Korycińscy często krwią, nie samym woskiem pieczętowali...
Król rozweselony był zupełnie. - Udał nam się ten Babinicz - rzekł do senatorów. - Tak
nam do serca przypadł, jak mało kto... Już cię też od boku naszego nie puścim i da Bóg,
razem niedługo do miłej ojczyzny powrócimy.
- O najjaśniejszy królu! - zakrzyknął w uniesieniu Kmicic -chociażem był w twierdzy
zamknięty, wiem to od szlachty, od wojska, od tych nawet, co pod panem Zbrożkiem i
Kalińskim służąc Częstochowę oblegali, że wszyscy dnia i godziny twego powrotu wyglądają.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional