lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 121

Pan Michał tedy, zbrojny w patyk lipowy zastępujący w nagłym razie szablę, puścił się z
impetem za otyłym Bohunem, dognał go wkrótce i począł siekać po nogach bez miłosierdzia.
Longinek, grający rolę mamy, wrzeszczał, Bohun wrzeszczał, Jaremka -Wołodyjowski
wrzeszczał; ale męstwo w końcu przemogło i Bohun, upuściwszy swą ofiarę, począł zmykać z
powrotem pod lipę, na koniec dopadłszy ławki padł na nią sapiąc straszliwie i powtarzając:
- Ha, basałyki!... Cud będzie, jeśli się nie zatknę...
Lecz nie tu był jeszcze koniec jego męki, gdyż w chwilę później stanął przed nim Jaremka,
zarumieniony, z rozwianą czupryną i rozdętymi nozdrzami, podobny do małego czupurnego
jastrząbka, i jął powtarzać z większą jeszcze niż poprzednio energią:
- Źeby dziadzio był Bohunem!
Po wielu naleganiach i uroczystym przyrzeczeniu złożonym przez obydwóch chłopaków, że tym
razem będzie to na pewno ostatni raz, historia powtórzyła się znowu z całą dokładnością;
po czym już siedli we trzech na ławie i Jaremka począł nalegać:
- Dziadziu! powiedzieć, kto był najmężniejszy!
- Ty, ty! - odrzekł staruszek.
- I wyrosnę na rycerza?
- Pewnie, że wyrośniesz, bo dobra w tobie krew żołnierska. Daj ci Boże, żebyś był do ojca
podobny, bo przy męstwie mniej byłbyś uprzykrzony...
Rozumiesz?
- Powiedzieć: ilu tata zabił?
- Mało sto razy mówiłem ! Prędzej byście liście na tej lipie policzyli niż tych
wszystkich nieprzyjaciół, którycheśmy obaj z waszym ojcem zgładzili. Gdybym miał tyle
włosów na głowie, ilum sam położył, balwierze w Łukowskiem porobiliby fortuny - nic,
tylko na podgalaniu mi czupryny. Szelmą jestem, jeślim zeł...
Tu pan Zagłoba - on to był bowiem .- spostrzegł, iż nie wypada mu ani zaklinać się, ani
przeklinać wobec chłopaków, więc chociaż w braku innych słuchaczów lubił i dzieciom
opowiadać o swych dawniejszych przewagach, zamilkł tym razem, zwłaszcza że ryby w stawie
poczęły się rzucać z podwójną siłą.
- Trzeba będzie powiedzieć ogrodniczkowi - rzekł - aby więcierze na noc zastawił; siła
zacnych ryb przy samym brzegu się tłucze.
Wtem drzwi domu wychodzące na ogród otworzyły się i ukazała się w nich kobieta, piękna
jak południowe słońce, wysoka, tęga, czarnowłosa, z ciemnymi rumieńcami na twarzy i
oczyma jak aksamit. Trzeci chłopak, trzylatek, czarny jak kulka agatu, trzymał się za jej
suknię, a ona nakrywszy oczy ręką poczęła patrzeć w kierunku lipy.
Była to pani Helena Skrzetuska z domu kniaziów Bułyhów-Kurcewiczów.
Ujrzawszy pana Zagłobę z Jaremką i Longinkiem pod lipą posunęła się kilka kroków ku fosie
wypełnionej wodą i zawołała:
- A bywajcie no, chłopcy! Pewnie tam dziadusiowi dokuczacie?
- Co mają dokuczać! Wcale się tu przystojnie zachowali - odpowiedział pan Zagłoba.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional