lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 397

Ksiądz Kordecki wyszedł i po kwadransie wrócił z czterema starszymi ojcami.
Wkrótce potem wszedł pan Różyc - Zamoyski, miecznik sieradzki, człowiek poważny; pan
Okielnicki, chorąży wieluński; pan Piotr Czarniecki, młody kawaler o groźnej, marsowej
twarzy, podobien do dębu ze wzrostu i siły, i kilku innej szlachty różnego wieku. Ksiądz
Kordecki prezentował im pana Babinicza ze Źmudzi, po czym powtórzył wszem wobec Kmicicowe
nowiny. Oni zaś dziwili się okrutnie i poczęli mierzyć oczyma pana Andrzeja badawczo i z
niedowierzaniem, a gdy nikt pierwszy głosu nie zabierał, wówczas ksiądz Kordecki ozwał
się:
- Niechże mnie Bóg broni, abym tego kawalera miał o złą intencję lub o kłamstwo posądzać,
ale te nowiny, które przyniósł, tak mi się wydają nieprawdopodobne, iż za słuszną rzecz
uznałem, abyśmy je razem zbadali. W najszczerszej chęci mógł się ów kawaler omylić albo
źle słyszeć, albo źle wyrozumieć, albo umyślnie w błąd przez jakowych heretyków być
wprowadzonym. Przestrachem serca nasze napełnić, popłoch w świętym miejscu wywołać,
nabożeństwu przeszkodzić to dla nich radość niezmierna, której by pewnie żaden sobie w
złośliwości swej odmówić nie chciał.
- Widzi mi się to bardzo do wiary podobnym - odrzekł ojciec Nieszkowski, najstarszy w
zgromadzeniu.
- Trzeba by naprzód wiedzieć, czy ów kawaler sam nie jest heretykiem?- rzekł Piotr
Czarniecki.
- Katolik jestem, jak i waćpan! - odparł Kmicic.
- Zważyć nam pierwej koniunktury wypada - wtrącił pan Zamoyski.
- Otóż koniunktury są takie - odrzekł ksiądz Kordecki - że chybaby Bóg i Najświętsza Jego
Rodzicielka umyślnie na tego nieprzyjaciela zesłali zaślepienie, aby miarę w swych
nieprawościach przebrał. Inaczej nigdy by on na ten święty przybytek nie odważył się
wznieść miecza. Nie własną siłą on tę Rzeczpospolitą podbił, sami jej synowie do tego mu
dopomogli; ale jakkolwiek naród nasz nisko upadł, jakkolwiek w grzechu brodzi, to przecie
i w grzechu samym jest pewna granica, której nie śmiałby przestąpić. Pana swego opuścił,
Rzeczypospolitej odstąpił, ale matki swej, Patronki i Królowej, czcić nie zaniechał.
Szydzi z nas i pogardza nami nieprzyjaciel pytając, co nam z dawnych cnót pozostało. A ja
odpowiem: wszystkie zginęły, jednak coś jeszcze pozostało, bo pozostała wiara i cześć dla
Najświętszej Panny, na którym to fundamencie reszta odbudowaną być może. I widzę to
jasno, że niechby jedna kula szwedzka wyszczerbiła te święte mury, tedyby się
najzatwardzialsi odwrócili od Szwedów, z przyjaciół staliby się wrogami, przeciw nim
miecze by podnieśli. Ale i Szwedzi mają na własną zgubę oczy otwarte i rozumieją to
dobrze... Przeto, jeśli Bóg, jak wspomniałem, ślepoty umyślnej na nich nie zesłał, nigdy
oni się na Jasną Górę nie ośmielą uderzyć, bo ten dzień byłby dniem przemiany ich fortuny
a upamiętania naszego.
Kmicic słuchał ze zdumieniem słów księdza Kordeckiego, które były zarazem odpowiedzią na
to, co z ust Wrzeszczowicza przeciw narodowi polskiemu wyszło. Lecz ochłonąwszy ze
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional