lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 115

Gdyby tej szlachcie kazano w tej chwili skoczyć na nieprzyjaciela, niechybnie nie
zabrakłoby jej impetu, ale tymczasem nieprzyjaciela nie było widać - natomiast dobrze już
w nocy rozległ się głos trąbki przed forpocztami.
Przybywał drugi trębacz z listem od Wittenberga wzywającym szlachtę do poddania się.
Tłumy dowiedziawszy się o tym chciały posłańca rozsiekać, ale wojewodowie wzięli list do
deliberacji, choć treść jego była bezczelna.
Jenerał szwedzki oświadczał, że Karol Gustaw przysyła swe wojska krewnemu Janowi
Kazimierzowi jako posiłki przeciw Kozakom, że zatem Wielkopolanie powinni się poddać bez
oporu. Pan Grudziński czytając to pismo nie mógł wstrzymać oburzenia i pięścią w stół
uderzył, ale wojewoda poznański wnet uspokoił go pytaniem :
- Wierzysz waszmość w zwycięstwo?... Ile dni możem się bronić?...
Chceszli wziąść odpowiedzialność za tyle krwi szlacheckiej, która jutro może być przelaną?
Po dłuższej naradzie postanowiono nie odpowiadać i czekać, co się stanie.
Nie czekano już długo. W sobotę, dnia 24 lipca, straże dały znać, że całe wojsko
szwedzkie ukazało się naprzeciw Piły. W obozie zawrzało jak w ulu wilią wyroju.
Szlachta siadała na koń, wojewodowie przebiegali szeregi, wydając sprzeczne rozkazy, aż
dopiero pan Władysław wziął wszystko w ręce i przyprowadziwszy do porządku wyjechał na
czele kilkuset ochotników, by popróbować harców za rzeką i ludzi z widokiem nieprzyjaciół
oswoić.
Szła z nim jazda dość ochotnie, bo harce składały się zwykle z szeregu walk prowadzonych
niewielkimi kupami lub pojedynczo, a takich walk ćwiczona w sztuce robienia szablą
szlachta nie lękała się wcale. Wyszli więc za rzekę i stanęli w obliczu nieprzyjaciela,
który zbliżał się coraz bardziej i czerniał długą linią na horyzoncie jakoby bór świeżo z
ziemi wyrosły. Rozwijały się więc pułki konne, piesze, ogarniając coraz szerszą
przestrzeń.
Szlachta spodziewała się, że lada chwila sypną się ku niej harcownicy, rajtarzy, ale
tymczasem nie było ich widać. Natomiast na wzgórzach odległych o kilkaset kroków
zatrzymały się niewielkie kupki, w których widać było ludzi i konie, i poczęły kręcić się
na miejscu, co ujrzawszy pan Skóraszewski zakomenderował bez zwłoki :
- Lewo - w tył!
Ale jeszcze nie przebrzmiał głos komendy, gdy na wzgórkach wykwitły długie białe smugi
dymu i niby ptastwo jakieś przeleciało ze świstem między szlachtą, potem huk wstrząsnął
powietrzem, a jednocześnie rozległy się krzyki i jęki kilku rannych.
- Stój! - krzyknął pan Władysław.
Ptastwo przeleciało po raz drugi i trzeci - i znów świstowi zawtórowały jęki.
Szlachta nie usłuchała komendy naczelnika, owszem, ustępowała coraz szybciej, krzycząc i
pomocy niebieskiej wzywając - następnie oddział rozproszył się w mgnieniu oka po równinie
i ruszył skokiem ku obozowi. Pan Skoraszewski klął - nic nie pomogło.
Zegnawszy tak łatwo harcowników Wittenberg posuwał się dalej, aż wreszcie stanął
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional