lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 853

I jeszcze rajtarie nie dotknęły prawie wody, gdy straszna królewska chorągiew
Wojniłłowicza ruszyła ku nim jak huragan, za nią laudańska, za nią Korsakowa, za nimi
dwie hetmańskie, za nimi wolentarska, za nią pancerna księcia krajczego Michała
Radziwiłła.
Krzyk straszny: ?Bij, zabij!", zagrzmiał w powietrzu i nim pruskie pułki zdołały ściągnąć
konie, zatrzymać się, zastawić mieczami, już Wojniłłowiczowska rozniosła je, jak trąba
powietrzna roznosi liście, zgniotła czerwonych dragonów, wsparła pułk Bogusławowy,
rozbiła go na dwoje i poniosła się w pole ku głównej armii pruskiej.
Rzeka zrumieniła się krwią w jednej chwili, armaty poczęły grać na nowo, lecz zbyt późno,
bo już ośm chorągwi litewskiej jazdy mknęło z hukiem i szumem po błoniu i cała bitwa
przeniosła się na drugą stronę rzeki.
Sam pan podskarbi leciał przy jednej ze swych chorągwi z promiennym szczęściem w twarzy,
a z ogniem w oczach, bo raz wyprowadziwszy jazdę za rzekę, już był pewien zwycięstwa.
Chorągwie, siekąc i bodąc na wyścigi, gnały przed sobą resztki dragonii i rajtarów, które
kładły się mostem, ile że ciężkie konie nie mogły dość spiesznie umykać i tylko
zasłaniały goniących przed pociskami.
Tymczasem Waldek, Bogusław Radziwiłł i Izrael pchnęli wszystką swą jazdę, by natarcie
powstrzymać, sami zaś szykowali na gwałt piechotę. Pułk za pułkiem wybiegał od taboru i
osadzał się na gródzi. Wbijano ciężkie dzidy tylnymi końcami w górę, pochylając je płotem
ku nieprzyjacielowi.
W drugim szeregu muszkietnicy wyciągnęli rury muszkietów. Między czworobokami pułków
ustawiano na łeb na szyję armaty. Ani Bogusław, ani Waldek, ani Izrael nie łudzili się,
aby ich jazda mogła długo wręcz wytrzymać polskiej, i cała nadzieja ich była w armatach i
w piechocie. Tymczasem przed piechotą już konne pułki uderzyły o siebie pierś w pierś.
Ale stało się to, co przewidzieli pruscy wodzowie.
Oto natarcie litewskiej jazdy było tak straszne, że masy kawalerii nie mogły ani na
chwilę ich powstrzymać i że pierwsza husarska chorągiew rozszczepiła ich niby klin drzewo
i szła, nie krusząc kopii, wśród gęstwy, jak statek gnany gwałtownym wichrem idzie wśród
fal. Już, już coraz bliżej widać było proporce; po chwili łby husarskich koni wynurzyły
się z tłumów pruskich.
-- Baczność! -krzyknęli oficerowie stojący w czworoboku piechoty.
Na to hasło knechtowie pruscy osadzili się silniej na nogach i wytężyli ręce trzymając
dzidy. A wszystkim serca waliły w piersiach gwałtownie, bo straszliwa husaria wynurzyła
się już zupełnie i gnała wprost na nich.
-- Ognia! - rozległa się znów komenda.
Muszkiety zagrzechotały w drugim i trzecim szeregu czworoboku. Dym owionął ludzi. Chwila
jeszcze: huk nadlatującej chorągwi coraz bliżej. Już, już dobiegają!... Nagle, wśród
dymu, pierwszy szereg piechurów spostrzega tuż nad sobą, prawie nad głowami, tysiące
końskich kopyt, rozwartych chrapów, rozpalonych oczu; słychać trzask łamanych dzid; krzyk
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional