lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 671

nie przestały nad nią pracować.
Na koniec wypadli z lasu. Wieże Jarosławia zarysowały się wyraźnie na błękicie. Już, już
nadzieja wstąpiła w serca uciekających, wiedzieli bowiem, że w Jarosławiu stoi sam król i
cała potęga i że w każdej chwili może im przyjść w pomoc.
Zapomnieli o tym, iż zaraz po ich przejściu uprzątnięto pomost na ostatnim przęśle mostu,
aby silniejsze podłożyć dla armat belkowanie.
Pan Czarniecki zaś, czy wiedział o tym przez swoich szpiegów, czy też umyślnie chciał się
królowi szwedzkiemu pokazać i na jego oczach dociąć reszty tych nieszczęśliwych, dość, iż
nie tylko nie wstrzymał pogoni, ale sam z Szemberkową chorągwią naprzód skoczył, sam
siekł, sam własną ręką ścinał - pędząc za kupą tak, jak gdyby tym samym pędem chciał na
Jarosław uderzyć.
Na koniec dobiegli o staję do mostu. Krzyki z pola doleciały do obozu szwedzkiego.
Mnóstwo żołnierzy i oficerów wybiegło z miasta patrzeć, co się za rzeką dzieje. Ledwie
spojrzeli - dostrzegli i poznali rajtarów, którzy rano wyszli z obozu.
- Oddział Kanneberga! oddział Kanneberga! - poczęło krzyczeć tysiące głosów.
- W pień niemal wycięci! Ledwie sto ludzi bieży!
W tej chwili przygalopował sam król, a z nim Wittenberg, Forgell, Miller i inni
jenerałowie.
Król pobladł.
- Kanneberg! -rzekł.
- Na Chrystusa i jego rany! Most nie wykończony! -zawołał Wittenberg
- wytną ich do nogi!
Król spojrzał na rzekę wezbraną wiosennymi wody; szumiała żółtą falą, o przeprawieniu
pomocy wpław nie było co i myśleć.
Tamci zbliżali się coraz więcej.
Wtem znów poczęto krzyczeć:
- Wozy królewskie i gwardia nadciąga! Zginą i ci!
Jakoż zdarzyło się, że część królewskiego kredensu, ze stoma ludźmi pieszej gwardii,
wynurzyła się w tej chwili inną drogą z przyległych lasów. Spostrzegłszy, co się dzieje,
ludzie z eskorty w przekonaniu, że most gotowy, poczęli zdążać co sił ku miastu.
Lecz dostrzeżono ich z pola - za czym natychmiast ze trzysta koni ruszyło ku nim całym
pędem, a na czele wszystkich leciał z szablą wzniesioną nad głową i ogniem w źrenicach
pan dzierżawca z Wąsoszy, Rzędzian. Niewielkie dał on dotąd męstwa dowody, lecz na widok
wozów, w których mógł znajdować się łup obfity, odwaga tak wezbrała w jego sercu, że
wysforował się na kilkadziesiąt kroków przed innymi. Piechurowie przy wozach widząc, że
nie ujdą, zwarli się w czworobok i sto muszkietów naraz skierowało się w piersi
Rzędziana. Huk wstrząsnął powietrzem, wstęga dymu przeleciała wzdłuż ściany czworoboku,
lecz nim dym się rozproszył, już pan dzierżawca przed ścianą wspiął konia tak, że kopyta
przednie zawisły przez chwilę nad głowami rajtarów -i wpadł na kształt gromu w środek.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional