lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 686

kilkunastu ludzi alarmowało całą armię. Konie padały dziesiątkami i zjadano je
natychmiast, bo sprowadzanie prowiantów stało się niepodobieństwem. Od czasu do czasu
polscy jeźdźcy znajdowali straszliwie poszarpane trupy szwedzkie, po których poznawali
natychmiast chłopską rękę. Większa część wsi w klinie między Sanem i Wisłą należała do
pana marszałka i do jego krewnych. Owóż wszyscy chłopi jak jeden mąż w nich powstali, pan
marszałek bowiem nie żałując własnej fortuny ogłosił, iż ten, który za oręż chwyci, z
poddaństwa zostanie uwolniony. Ledwo wieść o tym rozbiegła się po ziemiach, wszystkie
kosy osadzono sztorcem i poczęto co dzień znosić głowy szwedzkie do obozu, aż pan
marszałek musiał tego zwyczaju, jako niechrześcijańskiego zakazać.
Wówczas poczęto znosić rękawice i rajtarskie ostrogi. Szwedzi, przywiedzeni do
desperacji, łupili ze skóry tych, którzy im w rękę wpadli, i wojna stawała się co dzień
straszliwszą. Nieco wojska polskiego jeszcze trzymało się Szwedów, ale .trzymano ich
tylko postrachem. W drodze do Leżajska zbiegło ich wielu, pozostali wszczynali co dzień
takie tumulty w obozie, iż Karol Gustaw rozkazał w samym Leżajsku rozstrzelać kilku
towarzystwa. Było to hasłem ogólnej ucieczki, której dokonano z szablą w ręku. Nikt
prawie nie pozostał, jeno Czarniecki, wzmocniony, począł następować coraz potężniej.
Pan marszałek pomagał mu bardzo szczerze. Być może, iż szlachetniejsze strony jego natury
wzięły na ów czas, zresztą krótki; górę nad pychą i miłością własną, więc nie szczędził
ni trudów, ni nawet życia, i własną osobą prowadził nieraz chorągwie, nie dał odetchnąć
nieprzyjacielowi, a że był żołnierz dobry, więc znaczne położył zasługi. Te, przyłożone
do późniejszych, chwalebną by mu zapewniły pamięć w narodzie, gdyby nie ów bunt bezecny,
który pod koniec swego zawodu podniósł, aby naprawie Rzeczypospolitej przeszkodzić.
Lecz czasu tego wszystko czynił, by chwałę zyskać, i okrył się nią jak płaszczem. Chodził
z nim o lepszą pan Witkowski, kasztelan sandomierski, stary i doświadczony żołnierz; ten
Czarnieckiemu samemu chciał dorównać, lecz nie zdołał, bo mu Bóg wielkości odmówił.
Wszyscy trzej gnębili coraz potężniej Szwedów. Aż przyszło do tego, że te pułki piechotne
i rajtarskie, którym wypadło iść tylną strażą w odwodzie, w takim szły przerażeniu, iż
popłoch wszczynał się między nimi z lada powodu. Wówczas sam Karol Gustaw postanowił
zawsze iść z tylną strażą, by ducha obecnością swą dodawać.
Lecz zaraz w początkach o mało życiem tego nie przypłacił. Zdarzyło się, że mając przy
sobie pułk lejbgwardii, najtęższy ze wszystkich pułków, bo żołnierzy do niego z całego
narodu skandynawskiego wybierano, zatrzymał się król dla odpoczynku we wsi Rudniku. Tam
zjadłszy u plebana obiad, postanowił zażyć nieco spoczynku, albowiem poprzedniej nocy oka
nie zmrużył. Lejbgwardziści otoczyli dom, by nad bezpieczeństwem królewskim czuwać.
Tymczasem księży pacholik od koni wymknął się chyłkiem ze wsi i dopadłszy stadninki
chodzącej po gródzi, skoczył na źrebaka i popędził do pana Czarnieckiego.
Lecz pan Czarniecki znajdował się tym razem o dwie mile drogi, zaś przednia straż,
złożona z pułku księcia Dymitra Wiśniowieckiego, szła pod panem porucznikiem
Szandarowskim nie dalej jak pół mil za Szwedami. Pan Szandarowski rozmawiał właśnie z
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional