lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 588

Okrzyk stał się powszechny, potem ucichło i wszystkie głowy zwróciły się w tę stronę, z
której czambulik miał nadciągnąć. Jakoż z dala ozwała się wrzaskliwa muzyka, tłumy
zaczęły się rozstępować ze środka ulicy ku ścianom domostw, z końca zaś ukazali się
pierwsi tatarscy jeźdźcy.
- Patrzcie! i kapelę mają ze sobą, to u Tatarów niezwyczajna rzecz.
- Bo się chcą jak najlepiej zaprezentować - odrzekł Jan Skrzetuski - ale przecie niektóre
czambuły mają swoich muzykantów, którzy im przygrywają, gdy koszem gdzie na dłuższy czas
zapadną. Wyborowy też to musi być komunik!
Tymczasem jeźdźcy zbliżyli się i poczęli przeciągać mimo. Naprzód jechał na srokatym
koniu śniady jakoby w dymie uwędzony Tatar, dwie piszczałki w gębie mający. Ten,
przechyliwszy w tył głowę i zamknąwszy oczy, przebierał po owych dutkach palcami
wydobywając z nich tony piskliwe i ostre, a tak szybkie, że ucho zaledwie je ułowić
mogło. Za nim jechało dwóch trzymających kije, przybrane na górnych końcach w mosiężne
brzękułki, i potrząsających nimi jakoby z wściekłością; tuż dalej kilku dźwiękało
przeraźliwie w miedziane talerze, inni bili w bębny, inni grali kozacką modą na
teorbanach, wszyscy zaś, z wyjątkiem piszczalników, śpiewali; a raczej wyli od czasu do
czasu do wtóru dziką pieśń błyskając przy tym zębami i przewracając oczy. Za tą niesforną
i dziką muzyką, która przesuwała się jak gomon przed mieszkańcami Lwowa, cłapał po cztery
konie w rzędzie cały oddział złożony z około czterystu ludzi.
Był to istotnie wyborowy komunik, na pokaz i cześć królowi polskiemu, do jego
rozporządzenia, jako zadatek przez chana przysłany. Dowodził nim Akbah-Ułan, z
dobrudzkich, zatem najtęższych w boju Tatarów, stary i doświadczony wojownik, wielce w
ułusach dla swojego męstwa i srogości szanowany. Jechał on teraz w środku, między muzyką
a resztą oddziału, przybrany w różową aksamitną, ale mocno wypłowiałą i za ciasną na jego
potężną figurę szubę, wytartymi kunami podbitą. Na brzuchu trzymał piernacz, taki,
jakiego zażywali pułkownicy kozaccy. Czerwona jego twarz stała się od chłodnego wiatru
siną, i kołysał się nieco na wysokiej kulbace, od czasu do czasu spoglądał na boki albo
obracał głowę ku swym Tatarom, jakoby nie był zupełnie pewien, czy wytrzymają na widok
tłumów, niewiast, dzieci, sklepów otwartych, towarów kosztownych i czy nie rzucą się z
dzikim okrzykiem na te cuda.
Lecz oni jechali spokojnie, jako psy na sforze prowadzone i bojące się harapa, i tylko z
ponurych a łakomych spojrzeń można było dociec, co się dzieje w duszach tych
barbarzyńców. Tłumy zaś patrzyły na nich ciekawie, chociaż prawie nieprzyjaźnie, tak
wielka była w tych stronach Rzeczypospolitej przeciw pogaństwu zawziętość. Od czasu do
czasu zrywały się okrzyki: ?A hu! a hu!" - jakoby na wilków. Byli wszelako i tacy, którzy
siła obiecywali sobie po nich.
- Okrutnego stracha Szwedzi przed Tatarami mają i ponoć żołnierze dziwy sobie o nich
prawią, od czego terror coraz wzrasta - mówili patrzący na Tatarów.
- I słusznie -odpowiadali inni. - Nie rajtarom to Carolusa z Tatarami wojować, którzy, a
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional