lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 259

- Także to waść mówisz? - spytał Kmicic.
- Jako żywo! Niech tak czarni porwą wszystkie gładyszki z całej Litwy i Korony! Już mi
one niepotrzebne.
- I bez pożegnania waść wyjechałeś?
- Bez pożegnania, jenom tasiemkę czerwoną za sobą rzucił, co mi jedna stara niewiasta, w
rzeczach afektu bardzo doświadczona, doradziła.
- Zdrowie waszmości - wtrącił Ganchof zwracając się znów do pana Andrzeja.
- Zdrowie! - odrzekł Kmicic. - Dziękuję z serca!
- Do dna! do dna! Waszmości czas na koń, a i nas też służba potrzebuje.
Niech waszą mość Bóg prowadzi i odprowadzi!
- Bywajcie zdrowi !
- Tasiemkę czerwoną rzucić za siebie - rzekł Charłamp - albo na pierwszym noclegu ognisko
wiadrem wody samemu zalać. Pamiętaj waść... jeżeli chcesz zapomnieć!
- Ostawaj waść z Bogiem!
- Nieprędko się obaczym !
- A może gdzie na polu bitwy - dorzucił Ganchof. - Daj Boże, obok siebie, nie przeciw
sobie.
- Nie może inaczej być! - odrzekł Kmicic.
I oficerowie wyszli.
Zegar bił siódmą z wieży. Na dziedzińcu konie stukały kopytami o kamienne płyty, a przez
okno widać było ludzi czekających w gotowości. Dziwny niepokój ogarnął pana Andrzeja.
Powtarzał sobie: ?Jadę! jadę!" Wyobraźnia przesuwała mu przed oczyma nieznane kraje i
tłum nieznanych twarzy, które miał zobaczyć, a jednocześnie chwytało go także zdziwienie
na myśl o tej drodze, jak gdyby przedtem nigdy o niej nie myślał.
?Trzeba siąść na koń i ruszyć, a co się zdarzy, to się zdarzy... Co będzie, to będzie!" -
myślał sobie.
Teraz jednak, gdy konie parskały już za oknem i godzina odjazdu biła, czuł, że tamto
życie będzie obce, a wszystko, z czym się zżył, do czego się wezwyczaił, z czym zrósł
mimo woli duszą i sercem, to pozostanie w tym kraju, w tej okolicy, w tym mieście. Dawny
Kmicic także zostanie tu, a tam pojedzie jakoby inny człowiek, tak obcy wszystkim, jak i
wszyscy mu tam obcy. Trzeba mu tam będzie zacząć zupełnie nowe życie, a Bóg jeden raczy
wiedzieć, czy stanie na to ochoty.
Pan Andrzej był znużony na duszy śmiertelnie i dlatego w tej chwili czuł się wobec tych
nowych widoków i nowych ludzi bezsilnym... Pomyślał, że tu mu było źle i tam będzie źle,
a przynajmniej ciężko bardzo.
Ale czas! czas! Trzeba czapkę na głowę włożyć i jechać!
Zali jednak bez pożegnania?
Możnaż to być tak blisko, a potem tak daleko, by słowa nie rzec i odjechać? Ot, do czego
doszło! Ale co jej rzec?... Czy pójść i powiedzieć: ,,.Zepsowało się wszystko... idź
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional