lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 648

Na to król:
- Panie marszałku! nie mam cię za gorszego wodza od Czarnieckiego, ale gdybym cię tak
rozbił, tuszę, że i przez dwa miesiące nie zdołałbyś wojsk zebrać.
Wittenberg skłonił się tylko w milczeniu, a Karol mówił dalej:
- Tak jest, pochód będziem mieli spokojny, bo tylko jeden Czarniecki mógł go naprawdę
tamować. Nie masz wojsk Czarnieckiego, nie masz przeszkód!
Jenerałowie uradowali się tymi słowy. Upojone zwycięstwem wojska przechodziły przed
oczyma króla z krzykiem i śpiewami. Czarniecki przestał wisieć na kształt chmury nad
nimi. Czarniecki, rozproszony, przestał istnieć! Wobec tej myśli zapomnieli o przebytej
mordędze - wobec tej myśli miłe były im przyszłe trudy. Słowa królewskie, które wielu
oficerów słyszało, rozniosły się po obozie i wszyscy byli tego mniemania, że zwycięstwo
istotnie miało nadzwyczajne znaczenie, że smok wojny na nowo zabity, a jeno czasy pomsty
i panowania nastaną.
Król dał wojsku kilkanaście godzin spoczynku; tymczasem od Kozienic przyszły wozy z
żywnością. Wojska roztasowały się w Gołębiu, w Krowienikach i w Źyczynie. Rajtarowie
pozapalali opuszczone domostwa, powieszono kilkunastu chłopów wziętych z bronią w ręku i
kilku pacholików wojskowych, których za chłopów poczytano; następnie odbyła się uczta, po
niej zaś żołnierstwo zasnęło snem twardym, bo od dawna po raz pierwszy spokojnym.
Nazajutrz dzień zbudzili się rześko i pierwsze słowa, jakie napłynęły wszystkim do ust,
były:
- Nie masz Czarnieckiego!
Powtarzał to jeden drugiemu, jakby się wzajem chcieli o dobrej nowinie upewnić. Pochód
rozpoczął się wesoło. Dzień był suchy, zimny, pogodny. Sierść końska i nozdrza pokrywały
się szronem. Zimny wiatr pozmrażał kałuże na trakcie lubelskim i drogę uczynił dobrą.
Wojska wyciągnęły się niemal milowym wężem, czego przedtem nie czyniły nigdy. Dwa pułki
dragońskie pod wodzą Francuza Dubois poszły na Końskowolę, Markuszew i Garbów w mili od
głównej siły. Gdyby tak szły przed trzema jeszcze dniami, szłyby na pewną śmierć, lecz
teraz poprzedzał je postrach i sława zwycięstwa.
- Nie masz Czarnieckiego! - powtarzali sobie oficerowie i żołnierze.
Jakoż pochód odbywał się spokojnie. Z głębin leśnych nie dochodziły okrzyki, z zarośli
nie wypadały groty puszczane niewidzialnymi rękami.
Pod wieczór Karol Gustaw przybył do Garbowa, wesół i w dobrym humorze. Już właśnie
zabierał się do spoczynku, gdy Aszemberg dał znać przez służbowego oficera, że chce się
pilno widzieć z królem.
Po chwili wszedł do kwatery, i nie sam, ale z kapitanem dragońskim. KróI który miał oko
bystre i pamięć tak niezmierna, że wszystkich niemal żołnierzy imiona pamiętał, poznał
zaraz kapitana.
- A co nowego, Freed? - spytał. - Dubois wrócił?
- Dubois zabity -odpowiedział Freed.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional