lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 36

warchołów orszańskich wyzywającą.
Ona zaś mówiła dalej z roziskrzonym wzrokiem:
- Tak jest! oni winni i muszą pójść precz, nie tylko z Lubicza, ale z całej okolicy.
- My też pana Kmicica nie winujem, serceż ty nasze - mówił stary Kasjan. -My wiemy, że to
oni go kuszą. Nie ze złością my tu i jadem przeciw niemu przyjechali, jeno z żalem, że
zbytników przy sobie trzyma. Toż i wiadomo, że młody, głupi. I pan starosta Hlebowicz za
młodu był głupi, a teraz nami wszystkimi rządzi.
- A pies? - mówił wzruszonym głosem pacunelski łagodny staruszek. Pójdziesz z młodym w
pole, a on, durny, zamiast za zwierzem iść, to ci koło nóg, padło, swawoli i za poły cię
ciąga.
Oleńka chciała coś mówić, ale nagle zalała się łzami.
- Nie płacz! -rzekł Józwa Butrym.
- Nie płacz, nie płacz!... - powtarzali dwaj starcy.
I tak ją pocieszali, ale nie mogli pocieszyć. Po ich odjeździe została troska, niepokój i
jakby uraza i do nich, i do pana Andrzeja. Dumną pannę bolało coraz głębiej to, że trzeba
było go bronić, usprawiedliwiać i tłumaczyć. A ta kompania! Drobne ręce panny zaciskały
się na myśl o nich. W oczach jej stawały jakby na jawie twarze pana Kokosińskiego,
Uhlika, Zenda, Kulwieca-Hippocentaura i innych - i dostrzegła w nich, czego pierwej nie
widziała: że były to bezczelne twarze, na których błazeństwo, rozpusta i zbrodnia
wycisnęły pospołu swe pieczęcie. Obce Oleńce uczucie nienawiści poczęło ją opanowywać jak
parzący ogień. Lecz w tej rozterce wzrastała zarazem z każdą chwilą uraza i do pana
Kmicica.
- Wstyd! sromota! -szeptała do się dziewczyna zbladłymi usty. - Co wieczora wracał ode
mnie do dziewek czeladnych!...
I czuła się sama upokorzona. Nieznośne brzemię tamowało jej oddech w piersiach.
Mroczyło się na dworze. Panna Aleksandra chodziła po izbie pospiesznym krokiem i w duszy
wrzało jej ciągle. Nie była to natura zdolna znosić prześladowania losu i nie bronić się
im. Rycerska krew krążyła w tej dziewczynie. Chciałaby natychmiast rozpocząć walkę z tą
zgrają złych duchów - natychmiast! Ale co jej pozostaje!... Nic! jeno łzy i prośba, by
pan Andrzej rozpędził na cztery wiatry tych hańbiących kompanionów.
A jeśli tego uczynić nie zechce?...
- Jeśli nie zechce...
I nie śmiała jeszcze myśleć o tym.
Rozmyślania panienki przerwał pachołek, któren wniósł naręcz jałowcowych drewek do
kominka i rzuciwszy je wedle trzonu, począł wygarniać węgle spod starego popiołu. Nagłe
postanowienie przyszło do głowy Oleńce.
- Kostek! - rzekła -siędziesz mi zaraz na koń i pojedziesz do Lubicza. Jeśli pan już
wrócił, proś, żeby tu przyjechał, a jeśli go nie masz, to niech włodarz, stary Znikis,
siada z tobą i wraz do mnie przybywa - a żywo! Chłopak rzucił szczypek smolnych na węgle,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional