lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 331

Równie ciężko i równie bezskutecznie jak Rzędzian łamał sobie głowę stary Kiemlicz,
pragnąc znaleźć odpowiedź na pytanie: komu pan Kmicic służy? ?Do króla jedzie, a
konfederatów bije, którzy właśnie przy królu stoją? Co to jest? I Szwedom nie ufa, bo się
kryje... Co z nami będzie?"
Tu, nie mogąc dojść do żadnej konkluzji, zwrócił się ze złości ku synom :
- Szelmy! Bez błogosławieństwa pozdychacie! A nie mogliście choć tamtych pobitych obmacać?
- Balim się! -odpowiedzieli Kosma i Damian.
Jeden Soroka był zadowolony i cłapał wesoło tuż za swym pułkownikiem.
?Już nas zły urok minął - myślał - skorośmy tamtych pobili. Ciekaw jestem, kogo teraz
będziemy bili?"
I było mu to wszystko jedno, również jak i to, gdzie jechał.
Do Kmicica nikt nie śmiał przystąpić ani pytać go o cokolwiek, bo młody pułkownik jechał
chmurny jak noc. I gryzł się strasznie, że tych ludzi musiał pobić, obok których rad by w
szeregu jak najprędzej stać. Lecz gdyby nawet poddał się i pozwolił odprowadzić do pana
Wołodyjowskiego, co by pomyślał pan Wołodyjowski, gdyby się dowiedział, że schwytano go
przebierającego się pod zmienioną postacią ku Szwedom i z glejtami do szwedzkich
komendantów.
?Stare grzechy mnie ścigają i prześladują... - mówił sobie Kmicic. - Ucieknę jak
najdalej, a Ty, Boże, mnie prowadź..."
I począł się modlić żarliwie i opędzać sumieniu, które powtarzało mu:
?Znów trupy za tobą, i nieszwedzkie..."
?Boże, bądź miłościw!... - odpowiadał Kmicic - jadę do pana mego, tam mi się służba
rozpocznie..."
tom II
Rozdział V
Rzędzian nie miał zamiaru zostawać na noc w ?Pokrzyku", bo z Wąsoszy do Szczuczyna było
niedaleko - pragnął więc tylko dać wytchnienie koniom, zwłaszcza tym, które wozy ładowne
ciągnęły. Gdy więc Kmicic pozwolił mu jechać dalej, nie tracił Rzędzian czasu i w godzinę
później wjeżdżał już do Szczuczyna późną nocą i opowiedziawszy się strażom, roztasował
się w rynku, bo domy były przez żołnierzy pozajmowane, którzy i tak nie wszyscy mogli się
pomieścić. Ów Szczuczyn uchodził za miasto, ale nim nie był rzeczywiście, nie miał
albowiem jeszcze ani wałów, ani ratusza, ani sądów, ani kolegium pijarskiego, które
dopiero za czasów króla Jana III powstało, a domów szczupło i więcej chałup niż domów,
które dlatego tylko miastem się zwały, że w kwadrat były pobudowane tworząc rynek,
niewiele zresztą mniej błotnisty od stawu, nad którym mieścina leżała.
Przespawszy się pod ciepłą wilczurą, doczekał Rzędzian ranka i zaraz udał się do pana
Wołodyjowskiego, który nie widziawszy go od wieków, przyjął radośnie i zaraz poprowadził
do kwatery panów Skrzetuskich i pana Zagłoby. Rozpłakał się aż Rzędzian na widok dawnego
pana, któremu tyle lat służąc wiernie, tyle przygód razem z nim przebył i fortuny się w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional