lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 662

Do tego pan Czarniecki nie poszedł na Zawiśle, ale znów krążył koło szwedzkiej armii jak
dziki zwierz koło owczarni. Rozpoczęły się znów nocne alarmy, przepadanie bez wieści
mniejszych oddziałów. Wedle Kraśnika pojawiły się jakieś wojska polskie, które
komunikację z Wisłą przecięły. Na koniec przyszła wieść, że pan Paweł Sapieha z potężną
armią litewską idzie z północy, że po drodze mimochodem starł załogę w Lublinie, Lublin
wziął i komunikiem dąży ku Zamościowi.
Widział całą okropność położenia najdoświadczeńszy z wodzów szwedzkich, stary Wittenberg,
i otwarcie przedstawił ją królowi.
- Wiem - mówił -że geniusz waszej królewskiej mości cuda potrafi, ale po ludzku rzeczy
biorąc, głód nas weźmie, a gdy nieprzyjaciel na wycieńczonych nastąpi, żywa noga z nas
nie ujdzie.
- Gdybym tę twierdzę posiadł - odparł król - we dwa miesiące wojnę skończę.
- Na taką twierdzę rok oblężenia mało.
Król w duszy przyznawał słuszność staremu wojownikowi, nie przyznał się tylko przed nim
do tego, że i sam środków nie widzi, że jego geniusz wyczerpany.
Lecz liczył jeszcze na jakiś niespodziany wypadek - więc kazał strzelać dzień i noc.
- Ducha w nich pognębię, do układów będą łatwiejsi - mówił.
Po kilku dniach strzelaniny tak zaciekłej, że świata spoza dymu nie było widać, posłał
znów Forgella do twierdzy.
- Król i pan mój -rzekł stanąwszy przed starostą jenerał- liczy na to, że szkody, jakie
Zamość ponieść od naszych dział musiał, zmiękczą wyniosły waszej książęcej mości umysł i
do układów go skłonią.
A na to pan Zamoyski:
- Owszem! tak!... szkody są... Czemu nie ma być! Zabiliście świnie w rynku, którą złam
granatu w żywot ugodził. Strzelajcie jeszcze tydzień, a może zabijecie drugą...
Forgell poniósł tę odpowiedź królowi. Wieczorem odbyła się znów narada w kwaterze
królewskiej i nazajutrz poczęli Szwedzi pakować namioty na wozy i ściągać działa z
szańców... a w nocy ruszyło całe wojsko.
Zamość grzmiał za nimi ze wszystkich dział, a gdy już znikli z oczu, wyszły przez
południową bramę dwie chorągwie, Szemberkowa z laudańską-i poszły w trop.
Szwedzi ciągnęli ku południowi. Wittenberg radził wprawdzie, by wracać ku Warszawie, i ze
wszystkich sił przekonywał, że to jedyna droga zbawienia, lecz szwedzki Aleksander
postanowił koniecznie ścigać do ostatnich krańców państwa polskiego Dariusza.
tom III
Rozdział IV
Wiosna roku tego dziwnymi chodziła drogami, bo gdy na północy Rzeczypospolitej potajały
już śniegi i puściły zdrętwiałe rzeki, a cała kraina spłynęła marcową wodą, na południu
od gór szło jeszcze na pola, na wody i bory lodowate tchnienie zimy. W lasach leżały
zaspy, zmarznięte drogi tętniły pod kopytami koni, dnie były suche, zachody słońca
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional