lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 682

Rzędziana
podskarbim... Ten by dopiero Źydowinów podatkami cisnął!... Mniejsza wreszcie z tym;
grunt, żem Lubomirskiego na hak ułowił, a sznurek wsadzę Czarnieckiemu w rękę. Na kim się
skrupi, na Szwedach się zmiele, a zasługa czyja? co? 0 kim innym kroniki by pisały, ale
ja nie mam szczęścia... Dobrze jeszcze, jeśli Czarniecki na starego nie parsknie, że
listu nie oddał... Taka to wdzięczność ludzka... Ha! nie pierwszyzna mi, nie
pierwszyzna... Inni na starostwach siedzą i słoniną jako parsiuki obrośli, a ty, stary,
po dawnemu trzęś brzuszysko na szkapie...
Tu machnął ręką pan Zagłoba.
- Jechał ludzką wdzięczność sęk! I tak, i tak trzeba umierać, a przecie ojczyźnie miło
posłużyć. Najlepsza nagroda dobra kompania. Jak człek raz na koń siędzie, to z takimi
kompanami, jak ty i Michał, na kraj świata jechać gotów... Taka już nasza polska natura.
Byle raz na koń siąść. Niemiec, Francuz, Angielczyk albo smagły Hiszpan od razu do oczu
skoczy, a Polak pacjencję wrodzoną mając siła zniesie, długo się choćby takiemu Szwedzi-
nie szarpać pozwoli, ale gdy się miara przebierze, jak huknie w pysk, to ci się taki
Szwedzina trzy razy nogami nakryje... Bo fantazja jeszcze jest, a póki fantazja nie
zginie, póty i Rzeczpospolita trwać będzie. Zakonotuj to sobie, Janie...
I tak długo jeszcze rozprawiał pan Zagłoba, bo bardzo był rad z siebie, a ilekroć się to
zdarzyło, tylekroć bywał i mowny nad zwykłą miarę, i mądrych sentencyj pełen.
tom III
Rozdział VI
Czarniecki istotnie nie śmiał nawet myśleć o tym, by pan marszałek koronny poddał się pod
jego komendę. Chciał tylko, by działali razem, a obawiał się, że i to z powodu wielkiej
ambicji marszałka nie przyjdzie do skutku, dumny pan bowiem odzywał się już nieraz
poprzednio do swych oficerów, że woli na własną rękę Szwedów podchodzić, bo i tak coś
wskórać może, a gdyby razem z Czarnieckim odnieśli zwycięstwo, tedyby cała sława spłynęła
na Czarnieckiego.
Jakożby tak i było. Czarniecki rozumiał marszałkowe powody i martwił się. Wysławszy z
Przeworska list, odczytywał teraz po raz dziesiąty jego kopię chcąc się przekonać, czyli
nie napisał czegoś takiego, co by tak drażliwego człeka ubość mogło.
I żałował niektórych wyrażeń, wreszcie począł w ogóle żałować, że list wysłał. Siedział
zatem posępny w swej kwaterze, a coraz to do okna podchodził i spoglądał na drogę, czyli
posłowie nie wracają. Widzieli go przez okna oficerowie i odgadywali, co się z nim
dzieje, bo troska widoczna była na jego czole.
- Patrz no waść - rzekł Polanowski do Wołodyjowskiego. - Nic dobrego nie będzie, bo u
kasztelana oblicze stało się pstre, a to zły znak.
Jakoż twarz Czarnieckiego nosiła liczne ślady ospy i w chwilach wielkiego wzruszenia albo
niepokoju pokrywała się białawymi i ciemnymi cętkami. Źe zaś rysy miał ostre, bardzo
wysokie czoło, na nim chmurne jowiszowe brwi, nos zagięty i wzrok po prostu
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional