lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 444

Na to oświadczenie nie było prędkiej odpowiedzi, straszna niepewność zaciężyła więc nad
klasztorem i zmroziła zapał w obrońcach.
Wojska zaś szwedzkie, ubezpieczone przez zatrzymanie jeńców, pracowały gorączkowo-nad
zbliżeniem się do niedostępnej dotąd twierdzy. Sypano na gwałt nowe szańce, stawiano
kosze z ziemią, ustawiano armaty. Zuchwałe żołnierstwo podsuwało się pod mury na pół
strzału z rusznicy. Wygrażali kościołowi, obrońcom. Wpół pijani żołdacy krzyczeli
wznosząc ręce ku murom:
- Poddajcie klasztor albo wiedzcie, że wasze mnichy wisieć będą !
Inni bluźnili strasznie przeciwko Bogarodzicy i wierze katolickiej. Oblężeni, ze względu
na życie ojców, słuchać musieli cierpliwie. Kmicicowi wściekłość zapierała oddech w
piersi. Darł włosy w czuprynie, szaty na sobie i łamiąc ręce powtarzał do pana Piotra
Czarnieckiego:
- Ot, mówiłem, mówiłem, na co układy ze złodziejami! Teraz stój, cierp! a oni lezą w oczy
a bluźnią!... Matko Boża! Zmiłuj się nade mną! Daj mi wytrwanie!... Na Boga żywego!
niedługo na mury zaczną leźć!... Trzymajcieże mnie, okujcie mnie jak zbója, bo nie
wytrzymam!
Tamci zaś zbliżali się coraz bardziej i bluźnili coraz śmielej.
Tymczasem zaszedł nowy wypadek, który do rozpaczy przywiódł oblężonych. Pan kasztelan
kijowski, poddając Kraków, wymówił sobie, że wyjdzie z całym wojskiem i pozostanie wraz z
nim na Śląsku aż do końca wojny.
Siedmset piechoty z tych wojsk, gwardii królewskiej pod wodzą pułkownika Wolfa, stało tuż
w pobliżu, nad granicą i ufając traktatom, nie miało się na baczności.
Owóż Wrzeszczowicz namówił Millera, ażeby tych ludzi zagarnął. Ten wysłał samego
Wrzeszczowicza z dwoma tysiącami rajtarii, którzy nocą przeszedłszy granicę napadli na
uśpionych i zabrali ich co do jednego. Sprowadzonych do obozu szwedzkiego kazał Miller
umyślnie obwodzić naokoło muru, aby okazać księżom, że to wojsko, od którego spodziewali
się odsieczy, posłuży właśnie do zdobywania Częstochowy.
Widok też to był przerażający dla oblężonych tej świetnej gwardii królewskiej, wleczonej
wedle murów; nikt bowiem nie wątpił, że ich pierwszych zmusi Miller do szturmu.
Popłoch ukazał się znów w wojsku; niektórzy żołnierze poczęli broń łamać i wołać, że nie
ma już rady, jeno trzeba się poddawać jak najprędzej. Serca upadły i w szlachcie.
Niektórzy z nich znów wystąpili do Kordeckiego z prośbami, aby miał litość nad ich
dziećmi, nad świętym miejscem, nad obrazem i nad zgromadzeniem zakonnym. Zaledwie powaga
przeora i pana Zamoyskiego starczyły do uciszenia tego rozruchu.
A ksiądz Kordecki miał przede wszystkim na myśli uwolnienie uwięzionych ojców i chwycił
się najlepszego sposobu, napisał bowiem list do Millera, że chętnie dla dobra Kościoła
owych braci poświęci. Niech więc jenerał skazuje ich na śmierć; będą potem wszyscy inni
wiedzieć, czego się po nim mogą spodziewać i jaką wiarę do jego przyrzeczeń przywiązywać.
Miller radosny był, bo sądził, że dopływa do końca. Nie od razu jednak uwierzył słowom
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional