lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 372

jakbyśmy byli nieradzi.
- Dajcie mu się czego napić, niechże mu się język rozwiąże. Mów śmiele; nie masz tu
zdrajców między nami.
- Wszyscyście zdrajcy! - huknął pan Andrzej - i nie chcę z wami pić! parobcy szwedzcy!
To rzekłszy wyszedł z izby, drzwiami trzasnąwszy, a oni pozostali we wstydzie i w
zdumieniu; żaden nie chwycił za szablę, żaden nie ruszył za Kmicicem, aby się pomścić za
obelgę.
On zaś ruszył wprost do Przasnysza. Na kilkanaście stajań przed miastem ogarnął go patrol
szwedzki i wiódł do komendy. Rajtarów było w owym patrolu tylko sześciu i podoficer
siódmy, więc Soroka i trzej Kiemlicze poczęli poglądać na nich łakomie jak wilcy na owce,
a potem pytali oczyma Kmicica, czy się nie każe koło nich zawinąć.
Pan Andrzej niemałej także doznawał pokusy, zwłaszcza, że blisko płynęła Węgierka z
brzegami obrosłymi sitowiem; ale się pohamował i pozwolił spokojnie prowadzić do komendy.
Tam opowiedział się komendantowi, kto jest, że z kraju elektorskiego pochodzi i corocznie
do Soboty z końmi jeździ. Kiemlicze mieli też świadectwa, w które się w Łęgu, jako w
dobrze sobie znajomym mieście, zaopatrzyli; więc komendant, który sam był pruski Niemiec,
nie czynił im trudności, wypytywał tylko troskliwie, jakie konie prowadzą, i żądał je
widzieć.
A gdy je czeladź Kmicicowa zgodnie z jego żądaniem przypędziła, obejrzał je starannie i
rzekł:
- To ja kupię. Innemu zabrałbym i tak, ale żeś z Prus, to cię i nie pokrzywdzę.
Kmicic stropił się nieco; gdyby przyszło do sprzedaży, tym samym upadłby pozór jechania
dalej i wypadałoby mu zawrócić do Prus. Podał więc cenę tak wysoką, że niemal dwa razy
większą od rzeczywistej wartości koni. Nadspodziewanie, oficer ani się oburzył, ani
targował.
- Dobrze - rzekł. -Wegnać konie do szopy, a wam zapłatę wraz wyniosę.
Kiemlicze uradowali się w sercach, lecz pan Andrzej wpadł w gniew i począł kląć. Nie było
jednak innej rady, jak zagnać konie. Inaczej padłoby zaraz podejrzenie na sprzedających,
że pozornie tylko handlują.
Tymczasem oficer wyszedł na powrót i podał Kmicicowi kawałek zapisanego papieru.
- Co to? - rzekł pan Andrzej.
- Pieniądze albo to samo co pieniądze, bo kwit.
- A gdzie mnie zapłacą?
- W głównej kwaterze.
- A gdzie główna kwatera?
- W Warszawie -odrzekł oficer uśmiechając się złośliwie.
- My za gotówkę tylko handlujemy... Jakże to? co to?... - począł jęczeć stary Kiemlicz. -
Furto niebieska!
Lecz Kmicic zwrócił się ku niemu i patrząc nań groźnie, rzekł:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional