lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 826

ogniem i mieczem nie będzie bezpieczno, bo zaraz po wzięciu Warszawy ordynowano
Babinicza, aby przez Prusy na Litwę szedł rebelię ekscytować, a po drodze palił i ścinał.
A wiesz, że on to potrafi. Chcieliśmy go złowić u Bugu i sam Szteinbok wysłał nań znaczny
podjazd, z którego ni zwiastun klęski nie wrócił. Nie bierz tego na się, abyś miał się z
Babiniczem mierzyć, bo nie zdążasz, jeno do Birż pospieszaj. Febris opuściła mnie
zupełnie, ile że tu wszędy wysokie i suche równie, nie takie paludes jako na Źmudzi. Bogu
cię polecam etc."
O ile pan starosta uradował się, iż książę żyw i zdrowy, o tyle zatroskały go wielce
nowiny. Jeżeli bowiem książę przewidywał, że nawet wygrana walna bitwa nie zdoła zbyt
poprawić zachwianej fortuny szwedzkiej, to czego należało się spodziewać w przyszłości?
Być może, iż książę zdoła się uchronić od zagłady pod płaszczem chytrego elektora, a on,
pan Sakowicz, pod książęcym, lecz co czynić tymczasem? Iść do Prus?
Pan Sakowicz nie potrzebował rad książęcych, aby nie wchodzić w drogę Babiniczowi. Brakło
mu do tego zarówno sił, jak chęci. Pozostawały Birże, ale i to zbyt późno! Na drodze do
nich leży partia billewiczowska, leży kopa innych, szlacheckich, chłopskich i księżych, i
Bóg wie nie jakich, które na samą wieść połączą się i rozniosą go jak wicher suche
liście; a choćby się nie połączyły, choćby uprzedzić je szybkim a śmiałym pochodem,
trzeba po drodze w każdej wsi, na każdym bagnie, w każdym polu i lesie staczać nową
bitwę. Jakież by siły mieć należało, by choć w trzydzieści koni dojść do Birż? Więc
zostać w Taurogach? I to źle, bo tymczasem przyjdzie na czele potężnego tatarskiego
zastępu straszny Babinicz; wszystkie partie zlecą się do niego i zaleją Taurogi jak
powódź, i zemstę taką wywrze, o jakiej ludzie dotąd nie słyszeli.
Pierwszy raz w życiu poczuł zuchwały do niedawna starosta, że brak mu rady w głowie, mocy
w przedsięwzięciu, wyboru w niebezpieczeństwie.
I na drugi dzień zwołał na radę Btzowa, Brauna i kilku znaczniejszych oficerów.
Postanowiono zostać w Taurogach i czekać na nowiny spod Warszawy.
Lecz Braun z tej narady udał się wprost na inną, mianowicie do Anusi Borzobohatej.
Długo, długo naradzali się ze sobą, na koniec Braun wyszedł z twarzą wielce poruszoną.
Anusia zaś wpadła jak burza do Oleńki.
- Oleńka ! przyszedł czas ! - krzyknęła zaraz w progu. - Musimy uciekać! Kiedy? - spytała
dzielna dziewczyna blednąc nieco, lecz wstając zaraz, na znak natychmiastowej gotowości.
- Jutro, jutro! Braun ma komendę, a Sakowicz będzie spał w mieście, bo go pan Dzieszuk na
ucztę zaprosi. Pan Dzieszuk dawno namówion i do wina czegoś mu namiesza. Braun powiada,
że sam pójdzie i pięćdziesiąt koni wyprowadzi. Oj, Oleńka! Oleńka, jaka ja szczęśliwa!
jaka ja szczęśliwa!
Tu Anusia rzuciła się na szyję Billewiczówny i poczęła ją ściskać z takim wybuchem
radości, że aż ta zdziwiona spytała :
- Co ci jest, Anusiu? Wszakże mogłaś dawno Brauna do tego skłonić?
- Mogłam skłonić? Tak, mogłam! To ja ci jeszcze nic nie mówiłam? 0 Boże! Boże! Nic nie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional