lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 168

W tej chwili czworo podwoi wiodących do sali rozwarło się naraz z łoskotem i oddziały
szkockiej piechoty wkroczyły groźne, milczące, z muszkietami w ręku. Od głównych drzwi
wiódł je Ganchof.
- Stój! - krzyknął książę.
Po czym zwrócił się do pułkowników:
- Kto za mną, niech przejdzie na prawą stronę sali!
- Ja żołnierz, hetmanowi służę!... Bóg niech mnie sądzi!.. - rzekł Charłamp przechodząc
na prawą stronę.
- I ja! - dodał Mieleszko. - Nie mój będzie grzech!
- Protestowałem jako obywatel, jako żołnierz słuchać muszę - dodał trzeci, Niewiarowski,
który chociaż poprzednio buławę rzucił, teraz widocznie uląkł się Radziwiłła.
Za nimi przeszło kilku innych i spora wiązka szlachty; lecz Mirski, najwyższy godnością,
i Stankiewicz, najstarszy wiekiem, i Hoszczyc, i Wołodyjowski, i Oskierko pozostali na
miejscu, a z nimi dwóch Skrzetuskich, pan Zagłoba i ogromna większość tak towarzyszów
rozmaitych poważnych i lekkich chorągwi, jak i szlachty.
Szkocka piechota otoczyła ich murem.
Kmicic od pierwszej chwili, w której książę wzniósł toast na cześć Karola Gustawa, zerwał
się wraz ze wszystkimi z miejsca, oczy postawił w słup i stał jak skamieniały,
powtarzając zbladłymi wargami :
- Boże!... Boże!... Boże!... com ja uczynił?..
Wtem głos cichy, ale dla jego ucha wyraźny, zaszeptał blisko:
- Panie Andrzeju !...
On chwycił się nagle rękoma za włosy:
- Przeklętym na wieki!... Bogdaj mnie ziemia pożarła!..
Na twarzy Billewiczówny wystąpiły płomienie, a oczy jak gwiazdy jasne utkwiła w Kmicicu:
- Hańba tym, którzy przy hetmanie stają!... Wybieraj!... Boże wszechmogący!... Co waćpan
czynisz?!... Wybieraj!...
- Jezu! Jezu! -zakrzyknął Kmicic.
Tymczasem sala rozległa się okrzykami, inni właśnie rzucali buławy pod nogi księcia, ale
Kmicic nie przyłączył się do nich; nie ruszył się i wówczas, gdy książę zakrzyknął:
?Ganchof i Kmicic do mnie!" - ani gdy piechota szkocka weszła już do sali - i stał
targany boleścią i rozpaczą, z obłąkanym wzrokiem, z zsiniałymi usty.
Nagle zwrócił się do Billewiczówny i wyciągnął do niej ręce:
- Oleńka!... Oleńka!... - powtórzył z jękiem żałosnym, jak dziecko, które krzywda spotyka.
Lecz ona cofnęła się ze wstrętem w twarzy i zgrozą.
- Precz... zdrajco! -odpowiedziała dobitnie.
W tej chwili Ganchof skomenderował: ?Naprzód!" - i oddział Szkotów otaczający więźniów
ruszył ku drzwiom.
Km icic począł iść za nim i jak nieprzytomny, nie wiedząc, dokąd i po co idzie.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional