lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 746

natomiast grzechot strzałów muszkietowych rozlegał się tak, jakby tysiące chłopów biło
cepami w klepisko.
- Widać, znów idą do ataku - rzekł Tyzenhauz. - Gdyby mniej było dymów, widzielibyśmy
piechotę.
- Podjedźmy nieco - rzekł król ruszając koniem.
Za nim ruszyli inni i jadąc brzegiem Wisły od Ujazdowa, podjechali prawie do samego
Solca, a ponieważ sady pałaców i klasztorów, schodzących ku Wiśle, były jeszcze w zimie
przez Szwedów na opał wycięte i drzewa nie zasłaniały widoku, mogli więc przekonać się i
bez lunet, że Szwedzi istotnie znów ruszyli do szturmu.
- Wolałbym tę pozycję stracić - ozwał się nagle król - niż żeby Babinicz miał zginąć!
- Bóg go obroni! -rzekł ksiądz Cieciszowski.
- I pan Grodzicki nie omieszka posiłków posłać! - dodał Tyzenhauz.
Dalszą rozmowę przerwał jakiś jeździec, który zbliżał się całym pędem od strony miasta.
Tyzenhauz mając wzrok tak bystry, że gołym okiem lepiej widział niż inni przez
perspektywy, porwał się na jego widok za głowę i krzyknął:
- Grylewski wraca! Babinicz musiał polec i fort zdobyto!
Król przysłonił oczy rękoma, tymczasem Grylewski przyskoczył, osadził konia na miejscu i
łapiąc powietrze ustami, zawołał:
- Miłościwy panie!
- Co tam? zabit? -spytał król.
- Pan Babinicz powiada, że mu tam dobrze i nie chce zastępcy, prosi tylko, by mu jeść
przysłać, bo od rana nic w gębie nie mieli !
- Źyje zatem? -krzyknął król.
- Powiada, że mu dobrze! - powtórzył pan Grylewski.
Inni zaś, ochłonąwszy ze zdumienia, poczęli wołać:
- To fantazja kawalerska !
- To żołnierz!
Później zaś do pana Grylewskiego:
- A już potrzeba było zostać i koniecznie go zluzować. Nie wstyd to wracać? Tchórz waści
obleciał czy co? Lepiej się było nie podejmować!
Na to pan Grylewski:
- Miłościwy panie! Kto mi tchórza zadaje, temu się sprawię na każdym polu, ale przed
majestatem muszę się usprawiedliwić. Byłem w samym kretowisku, czego by może niejeden z
ichmościów nie dokazał, ale ów Babinicz jeszcze mi do oczu za moją intencję skoczył. ?Idź
waść (powiada) do kaduka! Ja tu pracuję, ledwo (powiada) ze skóry nie wylezę, i na gawędy
nie mam czasu, a ni sławą, ni komendą dzielić się z nikim nie chcę. Dobrze mi tu
(powiada) i ostanę, a waści za okop każę wyprowadzić! Bodaj cię zabito! (powiada). Źreć
nam się chce, a tu mi komendanta, nie strawę przysyłają!" Com miał robić, miłościwy
panie! Nawet się i humorowi jego nie dziwuję, bo tam im ręce od roboty opadają!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional