lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 811

których również ma prawo ratunku wyglądać.
Oficer skończył.
Anusia zarzuciła go jeszcze mnóstwem pytań, z trudnością utrzymując należytą powagę, za
to gdy wyszedł, dała sobie folgę zupełną, poczęła rękoma po jubce uderzać, na korkach się
jak fryga okręcać, Oleńkę po oczach całować, pana miecznika za wyloty ciągnąć i wołać:
- A co? a co mówiłam? Kto zgnębił księcia Bogusława? może pan Sapieha?... figę pan
Sapieha! Kto Szwedów tak samo gnębi? kto zdrajców wypleni? kto największy kawaler,
największy rycerz? Pan Andrzej! Pan Andrzej !
- Jaki pan Andrzej?... - spytała nagle, blednąc, Oleńka.
- To ci nie mówiłam, że jemu Andrzej na imię? Sam mi to powiadał. Pan Babinicz! Pan
Babinicz! Niech żyje pan Babinicz!... Już i pan Wołodyjowski lepiej by nie potrafił!...
Co tobie, Oleńko?
Billewiczówna otrząsnęła się, jakby pragnąc zrzucić z siebie brzemię ciężkich myśli.
- Nic! Myślałam, że to imię sami zdrajcy noszą. Bo był ktoś, który króla podejmował się
żywego lub umarłego Szwedom albo księciu Bogusławowi sprzedać, i na imię miał także...
Andrzej.
- Niech go Bóg potępi! - huknął miecznik. - Co tam zdrajców po nocy wspominać. Radujmy
się lepiej, gdy jest czego!
- Niech tylko tu pan Babinicz nadciągnie! - dodała Anusia.-Otóż tak! Będę, umyślnie będę
jeszcze bardziej Brauna bałamuciła, by całe prezydium pobuntował i z Iudźmi, z końmi i z
nami razem do pana Babinicza przeszedł.
- Uczyń to waćpanna! uczyń! - zawołał rozochocony miecznik.
- A później figa tym wszystkim Niemcom... Może też on o tej niegodnej zapomni i mnie
po... ko...
Tu znowu pisnęła cieniuteczko, zakryła oczy rękoma, nagle gniewna myśl musiała jej
przyjść do głowy, bo uderzyła pięstką w pięstkę i rzekła:
- Jak nie, to za pana Wołodyjowskiego pójdę!
tom III
Rozdział XXI
We dwa tygodnie później zawrzało w całych Taurogach. Pewnego wieczora nadciągnęły
bezładne kupy wojsk Bogusławowych, po trzydzieści lub czterdzieści koni, nędzne, obdarte,
do mar podobniejsze niż do ludzi, i przyniosły wieść o klęsce Bogusławowej pod Janowem.
Stracono w niej wszystko: armię, armaty, konie, tabor. Sześć tysięcy najświetniejszego
luda wyszło z księciem na tę wyprawę, wróciło zaś ledwo czterystu rajtarów, których sam
książę wyprowadził z pogromu.
Z Polaków nie wróciła, prócz Sakowicza, jedna żywa dusza, wszyscy bowiem, którzy nie
polegli w boju, których nie poznosił na podjazdach straszny Babinicz, przeszli do pana
Sapiehy. Wielu także cudzoziemskich oficerów wolało dobrowolnie stanąć przy rydwanie
zwycięzcy. Słowem, nigdy jeszcze żaden z Radziwiłłów nie powracał z wojennej wyprawy
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional