lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 443

Byli to nie ci sami ojcowie; przodem szedł ksiądz Maciej Błeszyński, lektor filozofii,
niosąc pismo z pieczęcią; za nim postępował ojciec Zachariasz Małachowski, z rękami
skrzyżowanymi na piersiach, ze spuszczoną głową i z twarzą lekko pobladłą.
Jenerał przyjął ich w otoczeniu sztabu i wszystkich znamienitych pułkowników, i
odpowiedziawszy uprzejmie na pokorny ukłon ojca Błeszyńskiego, wyjął mu szybko list z
ręki, rozerwał pieczęcie i począł czytać.
Lecz wnet strasznie zmieniła się twarz jego: fala krwi uderzyła mu do głowy, oczy wyszły
na wierzch, kark napęczniał, i straszliwy gniew zjeżył mu włosy pod peruką. Przez chwilę
mowę nawet mu odjęło, ręką tylko wskazał na list księciu Heskiemu, który przebiegł go
oczyma i zwróciwszy się do pułkowników rzekł spokojnie:
- Oświadczają mnisi tylko tyle, że dopóty nie mogą się wyrzec Jana Kazimierza, dopóki
prymas nowego króla nie ogłosi, czyli, inaczej mówiąc; nie chcą uznać Karola Gustawa.
Tu rozśmiał się książę Heski, Sadowski utkwił szyderczy wzrok w Millerze, a Wrzeszczowicz
począł brodę szarpać z wściekłością. Groźny szmer oburzenia powstał wśród reszty obecnych.
Wtem Miller począł uderzać dłonią po kolanie i krzyczeć:
- Rata! rata!
Wąsate twarze czterech muszkieterów ukazały się wnet we drzwiach.
- Wziąść mi te golone pałki i zamknąć! - krzyknął jenerał. -Waść, panie Sadowski,
otrąbisz mi pod klasztorem, że niech aby z jednego działa dadzą z murów ognia, obudwóch
mnichów każę natychmiast powiesić!
Prowadzono tedy obu księży: ojca Błeszyńskiego i ojca Małachowskiego, wśród szyderstw i
naigrawań się żołnierzy. Muszkietnicy zawdziewali im swe kapelusze na głowy, a raczej na
twarze, tak aby oczy były zasłonięte, i umyślnie naprowadzali ich na rozmaite przeszkody,
a gdy który z księży potknął się lub upadł, wówczas rozlegał się wybuch śmiechu wśród
gromad żołnierstwa, upadłego zaś podnoszono kolbami i niby podpierając go, tłuczono po
krzyżu i ramionach. Inni rzucali na nich nawozem końskim, inni chwytali w dłonie śnieg i
rozcierali go na tonsurach lub wpuszczali księżom za habity. Odczepiono sznurki od trąbek
i przywiązano ojcom do szyi, po czym żołdacy chwycili za drugi koniec i udając, że
prowadzą bydło na jarmark, wykrzykiwali w głos ceny.
Oni obaj szli cicho, z rękami złożonymi na piersiach, z modlitwą na ustach. Zamknięto ich
wreszcie w stodole, drżących od zimna, sponiewieranych; naokoło zaś stanęły straże z
muszkietami.
Pod klasztorem otrąbiono już rozkaz, a raczej groźbę Millera.
Zlękli się ojcowie, zdrętwiało ze zgrozy wojsko całe. Działa umilkły; rada zebrana nie
wiedziała, co począć. Zostawić ojców w barbarzyńskim ręku niepodobna; posłać drugich, to
ich Miller znowu zatrzyma. Wszelako w kilka godzin później sam on przysłał posłańca z
zapytaniem, co mnisi myślą uczynić. Odpowiedziano mu, że póki ojców nie uwolni, żadne
układy nie mogą mieć miejsca, bo jakże zakonnicy mogą wierzyć, że jenerał dotrzyma im
warunków, jeżeli wbrew kardynalnemu prawu narodów więzi posłów, których nietykalność
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional