lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 585

- Zaniechaj! - rzekł pan Wołodyjowski - zbyt wielką mękę temu rycerzowi zadajesz!
- Przeciwnie! Mów waść, mów! - zawołał Kmicic.
- Gadał tedy przy stole - rzekł Charłamp - iż nie żadna to ujma nawet i Radziwiłłom ze
szlachciankami się żenić i że on sam wolałby wziąść szlachciankę niż one księżniczki,
które mu ichmość królestwo francuscy swatali, a których nazwisk nie spamiętałem, bo takie
były cudaczne, jakoby kto ogary w kniei nawoływał.
- Mniejsza z tym ! -rzekł Zagłoba.
- Owóż, widocznie to mówił, aby oną pannę skaptować, co my, zrozumiawszy zaraz,
poczęliśmy jeden na drugiego spoglądać i mrugać, słusznie mniemając, że się potrzask na
innocencję gotuje.
- A ona? a ona?!.. -pytał gorączkowo Kmicic.
- Ona, jako to dziewka z wielkiej krwi i górnej maniery, żadnego nie pokazowała
ukontentowania, zgoła na niego nie patrząc, dopieroż gdy o waszmość panu mówić książę
Bogusław począł, zaraz w niego utkwiła oczy. Straszna rzecz, co się stało, gdy
powiedział, iżeś mu się wasza mość ofiarował za ileś tam dukatów króla porwać i żywego
albo umarłego Szwedom dostawić. Myśleliśmy, że dusza z panny wyjdzie, ale cholera na
waćpana tak była w niej wielka, że słabość niewieścią przemogła. Jak on też zaczął
prawić, z jaką abominacją waszmościne propozycje odrzucił, dopiero zaczęła go wielbić i
wdzięcznie nań spoglądać, a potem już i ręki mu nie umknęła, gdy ją od stołu chciał
odprowadzić.
Kmicic oczy dłońmi zatknął.
- Bijże, bij! kto w Boga wierzy! - powtarzał.
Nagle zerwał się z miejsca. - Bądźcie waszmościowie zdrowi!
- Jakże to? dokąd? - pytał Zagłoba zastąpiwszy mu drogę.
- Król mi permisję da, a ja pojadę i znajdę go! - mówił Kmicic.
- Na rany boskie! czekaj waść! Jeszcześ się wszystkiego nie dowiedział, a szukać go masz
czas. Z kim pojedziesz? gdzie go znajdziesz?
Kmicic może byłby nie słuchał, ale sił mu zbrakło, gdyż był ranami wycieńczon, więc
obsunął się na ławę i plecami wsparłszy się o ścianę, przymknął oczy.
Zagłoba podał mu kielich wina, a on chwycił go drżącymi rękoma i rozlewając płyn na brodę
i piersi, wychylił do dna.
- Nie masz tu nic straconego - rzekł Jan Skrzetuski - jeno roztropności trzeba tym
większej, że z tak znamienitym panem sprawa. Prędkim uczynkiem a nagłą imprezą możesz
waćpan zgubić pannę Billewiczównę i siebie.
- Wysłuchaj Charłampa do końca - rzekł pan Zagłoba.
Kmicic zacisnął zęby.
- Słucham cierpliwie.
- Czy chętnie panna wyjeżdżała - ozwał się Charłamp - tego nie wiem, bom przy jej
wyjeździe nie był; wiem, że pan miecznik rosieński protestował, któremu naprzód
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional