lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 441

odprawiać. Następnego dnia odbył się przegląd piechoty; przeznaczono do każdej baszty
jednego szlachcica z jego czeladzią, zakonników zaś dziesięciu i dwóch puszkarzy pewnych.
Wszyscy ci dzień i noc obowiązani byli powierzonych im stanowisk pilnować.
Stanął więc przy wschodnio-północnej baszcie pan Zygmunt Mosiński, żołnierz dobry, ten
właśnie, którego dziecko cudownym sposobem ocalało, chociaż kula ognista padła obok jego
kolebki. Z nim razem straż trzymał ojciec Hilary Sławoszewśki. Przy zachodniej stanął
ojciec Mielecki, ze szlachty zaś pan Mikołaj Krzysztopórski, człowiek posępny i
małomówny, ale odwagi nieustraszonej. Wschodnio-południową basztę zajęli pan Piotr
Czarniecki z Kmicicem, a z nimi ojciec Adamus Stypulski, który dawniej w elearskiej
chorągwi służył. Ten w razie potrzeby zakasywał chętnie habitu i działo rychtował, a z
kul przelatujących nie więcej sobie robił od starego wachmistrza Soroki. Na koniec na
zachodnio-południową basztę wyznaczono pana Skórzewskiego i ojca Daniela Rychtalskiego,
który tym się odznaczał, że przez dwie i trzy noce z rzędu mógł nie spać, bez szkody dla
sił i zdrowia.
Nad strażami postanowiono Dobrosza i ojca Zachariasza Małachowskiego. Niezdolnych do boju
przeznaczono na dachy, a zbrojownie i wszelkie przyrządy wojenne objął w nadzór ojciec
Lassota. Po księdzu Dobroszu objął on także urząd mistrza ogniowego.
W nocy musiał oświetlać mury, aby piechota nieprzyjacielska nie mogła się pod nie
zbliżać. Pourządzał także koszyki i kuny żelazne na wieży, w których nocą płonęło łuczywo
i pochodnie.
Jakoż co noc cała wieża wyglądała jak jedna olbrzymia pochodnia. Wprawdzie ułatwiało to
Szwedom strzelanie do niej, ale mogło posłużyć za znak, że twierdza broni się jeszcze,
gdyby wypadkiem jakie wojsko oblężonym na pomoc przyciągało.
Tak więc nie tylko zamiary poddania spełzły na niczym, ale zabrano się jeszcze gorliwiej
do obrony. Chodził nazajutrz ksiądz Kordecki naokół po murach jak pasterz po owczarni,
widział, że wszystko jest dobrze, i uśmiechał się błogo, chwalił naczelników i żołnierzy,
a przyszedłszy do pana Czarnieckiego rzekł rozpromieniony:
- I pan miecznik sieradzki, nasz kochany wódz, raduje się w sercu na równi ze mną, bo
powiada, żeśmy teraz dwakroć mocniejsi niż na początku. Nowy duch wstąpił w serca, reszty
łaska Najświętszej Panny dokona, a ja tymczasem do układów się na nowo wezmę. Będziemy
zwłóczyć i marudzić, bo przez to się krew ludzka oszczędza.
Kmicic zaś na to:
- Ej, ojcze wielebny, co tam po układach! Czasu szkoda! lepiej oto znowu tej nocy
wycieczkę uczynić i tych psiajuchów naciąć.
A ksiądz Kordecki, że to był w dobrym humorze, uśmiechnął się, jak uśmiecha się matka do
naprzykrzonego dziecka, następnie podniósł powrósło leżące przy armacie i począł udawać,
że bije nim Kmicica po plecach.
- A będziesz mi się tu wtrącał, utrapiony Litwinie - mówił - a będziesz mi tu krwi jako
wilk łaknął, a będziesz mi tu przykład nieposłuszeństwa dawał, a masz! a masz!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional