lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 28

im przywodził. Dobrze podobno stawali, ale ich tam i wyczesano!
- Słyszałem ja o jakimś Wołodyjowskim, sławnym żołnierzu... Ale oto Wodokty już widać.
- Hej, dobrze tu ludziom na tej Źmudzi, bo wszędy okrutne porządki. Stary musiał być
zawołany gospodarz... I dwór, widzę, jak się patrzy. Ich tu rzadziej nieprzyjaciel pali,
to się i budować mogą.
- Myślę, że o tej swawoli w Lubiczu nie może ona jeszcze wiedzieć - rzekł jakby do siebie
samego Kmicic.
Po czym zwrócił się do towarzysza:
- Moja Kokoszko, zapowiadam tobie, a ty powtórz jeszcze raz innym, że tu musicie się
przystojnie zachować, a niech który sobie w czymkolwiek pofolguje, jak mi Bóg miły, na
sieczkę potnę.
- No! ależ cię osiodłali!
- Osiodłali, nie osiodłali - tobie zasię!
- Nie patrz mi na Kasię, bo ci do niej zasię - rzekł flegmatycznie Kokosiński.
- Pal z bata! -krzyknął na woźnicę Kmicic.
Pachołek, stojący w szyi srebrzystego niedźwiedzia, zakręcił batem i wystrzelił bardzo
sprawnie, inni woźnice poszli za jego przykładem i zajechali wśród trzaskania, raźno,
wesoło, jakoby kulig.
Wsiadłszy z sanek weszli naprzód do sieni, ogromnej jak spichrz, nie bielonej, a stąd
prowadził pan Kmicic do jadalnej izby, przybranej jak w Lubiczu w czaszki pobitych
zwierząt. Tu się zatrzymali poglądając pilnie i ciekawie na drzwi do sąsiedniej komnaty,
z której wyjść miała panna Aleksandra. Tymczasem, mając widocznie w pamięci ostrzeżenie
pana Kmicica, rozmawiali ze sobą tak cicho jak w kościele.
- Tyś chłop mowny - szeptał pan Uhlik do Kokosińskiego - ty ją powitasz od nas wszystkich.
- Układałem sobie przez drogę - odrzekł pan Kokosiński - ale nie wiem, czyli będzie dość
gładko, bo mi Jędruś do konceptu przeszkadzał.
- Byle z fantazją! co ma być, niech będzie! Ot, idzie już!...
Panna Aleksandra weszła rzeczywiście i zatrzymała się trochę u proga, jakby zdziwiona tak
liczną kompanią, a i pan Kmicic stał przez chwilę jak wryty od podziwu nad jej urodą, bo
ją dotąd tylko wieczorami widywał, a przy dniu wydawała sią jeszcze piękniejsza. Oczy jej
miały barwę chabru, czarna brew nad nimi odbijała od białego czoła jak heban, a płowy
włos lśnił się jakby korona na głowie królowej. I patrzyła śmiało, oczu nie spuszczając,
jako pani w swoim domu gości przyjmująca, z jasną twarzą, odbijającą jeszcze jaśniej od
czarnej jubki obramowanej gronostajami. Tak poważnej i wyniosłej panny nie widzieli
jeszcze ci zabijakowie, przywykli do innego pokroju niewiast, toteż stali szeregiem,
jakoby na popisie chorągwi, i szurgając nogami kłaniali się także szeregiem, a pan Kmicic
sunął naprzód i ucałowawszy kilkanaście razy rękę panienki rzekł:
- Otom ci przywiózł, mój klejnocie; komilitonów moich, z którymi ostatnią wojnę odbywałem.
- Honor to dla mnie niemały - odrzekła Billewiczówna - przyjmować w domu tak godnych
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional