lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 583

Na to zmieniło się w oczach oblicze Kmicica; więc naprzód stało się blade jak pergamin,
potem czerwone, potem jeszcze bielsze niż poprzednio. Zrazu słowa nie znalazł, jeno
nozdrzami parskał chwytając powietrze, którego widocznie nie stawało mu w piersiach.
Następnie chwycił się obu rękoma za skronie i biegając jak szalony po komnacie, jął
powtarzać:
- Gorze mnie, gorze, gorze!
- Chodź waść, Charłamp lepszą ci zda relację, bo był przy tym -rzekł Wołodyjowski.
tom II
Rozdział XXXII
Wyszedłszy od króla szli obaj rycerze w milczeniu. Wołodyjowski mówić nie chciał, Kmicic
nie mógł, bo go ból i wściekłość kąsały; przebijali się tedy przez tłumy, które się były
zebrały na ulicach bardzo licznie, wskutek wieści, że pierwszy zagonik Tatarów,
obiecanych przez chana królowi, nadciągnął i ma wejść do miasta, aby się zaprezentować
królowi. Mały rycerz prowadził. Kmicic leciał jak błędny za nim, z kołpakiem nasuniętym
na oczy, potrącając ludzi po drodze.
Dopiero gdy wyszli na miejsce przestronniejsze, pan Michał chwycił Kmicica za przegub
ręki i rzekł:
- Pomiarkuj się waść!... Desperacją nic nie wskórasz!...
- Ja nie desperuję -odrzekł Kmicic - jeno mi jego krwi potrzeba!
- Możesz być pewien, że go między nieprzyjaciółmi ojczyzny znajdziesz!
- Tym lepiej! -mówił gorączkowo pan Andrzej - ale choćbym go i w kościele znalazł...
- Dla Boga! nie bluźnij! - przerwał co prędzej mały pułkownik.
- Ten zdrajca do grzechu mnie przywodzi!
Zamilkli na chwilę, po czym pierwszy pan Kmicic spytał:
- Gdzie on teraz jest?
- Może w Taurogach, a może i nie. Charłamp będzie lepiej wiedział.
- Chodźmy!
- Już niedaleko. Chorągiew za miastem stoi, a my tu... i Charłamp z nami.
Wtem Kmicic począł oddychać tak ciężko jak człowiek, który pod stromą górę wchodzi.
- Słabym jeszcze okrutnie - ozwał się.
- Tym większego pomiarkowania waszmości potrzeba, ile że z takim rycerzem będziesz miał
sprawę.
- Już raz miałem i ot! co mi po niej ostało.
To rzekłszy Kmicic ukazał na pręgę w twarzy.
- Powiedzże mi waść, jako to było, bo król jegomość ledwie wspomniał.
Pan Kmicic począł opowiadać i choć przy tym zębami zgrzytał i aż kołpaczkiem cisnął o
ziemię, jednak myśl jego oderwała się od nieszczęścia i uspokoił się trochę.
- Wiedziałem, żeś waść rezolut - rzekł mały rycerz - ale żeby aż Radziwiłła spośród jego
chorągwi porwać, tegom się i po waćpanu nie spodziewał.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional