lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 260

stało. Toż on nie jest już jej narzeczonym, jako i ona nie jest i nie będzie jego żoną.
Przepadło, zerwało się, co było, i nie wróci, i nie zwiąże się na nowo. Szkoda czasu,
słów i nowej męki.
?Nie pójdę!" - myślał Kmicic.
Lecz z drugiej strony, łączy ich jeszcze wola zmarłego. Trzeba wyraźnie i bez gniewu
umówić się o wieczne rozstanie i powiedzieć jej: ?Waćpanna mnie nie chcesz, więc wracam
ci słowo. Uważajmy oboje, jakoby testamentu nie było... i niech każde szuka szczęścia,
gdzie może."
Lecz ona może odpowiedzieć: ?Jam to już dawno waćpanu oznajmiła, czemu mi teraz to
powtarzasz?"
- Nie pójdę! Niech, co chce, będzie! - powtórzył sobie Kmicic.
I nacisnąwszy czapkę na głowę wyszedł ze stancji na korytarz. Chciał wprost siąść na koń
i co prędzej znaleźć się za bramą.
Nagle na korytarzu jakoby go coś za włosy chwyciło...
Owładnęła go taka chęć widzenia jej, przemówienia do niej, że przestał rozmyślać: czy
iść, czy nie iść, przestał rozumować i biegł, a raczej pędził z zamkniętymi oczyma,
jakoby się chciał w wodę rzucić.
Przed samymi drzwiami, przed którymi warta już była zdjęta, natknął się na pacholika pana
miecznika rosieńskiego.
- Jest pan miecznik w stancji? - spytał.
- Pan miecznik jest pomiędzy oficerami w cekhauzie.
- A panna?
- Panna jest.
- Ruszaj powiedzieć, że pan Kmicic wyjeżdża w długą drogę i chce pannę widzieć.
Pachołek usłuchał rozkazu, lecz nim wrócił z odpowiedzią, Kmicic pocisnął klamkę i wszedł
bez pytania.
- Przychodzę waćpannę pożegnać - rzekł- bo nie wiem, czy się w życiu jeszcze obaczym.
Nagle zwrócił się do pachołka:
- Czego tu jeszcze stoisz?
- Moja mościa panno! - mówił dalej Kmicic, gdy drzwi za sługą zamknęły się. - Chciałem
jechać bez pożegnania, ale nie mogłem. Bóg raczy wiedzieć, kiedy wrócę i czy wrócę, bo i
o przygodę nietrudno. Lepiej nie rozstawajmy się z gniewem w sercu i z urazą, aby kara
boska na które z nas nie spadła. Ej! siła by mówić, siła by mówić, a tu język wszystkiego
nie wypowie. No! szczęścia nie było, woli bożej, widać, nie było, a teraz, choć ty,
człeku, i łbem w mur bij, nie ma już rady nijakiej! Nie winujże mnie, waćpanna, to i ja
cię nie będę winował. Już na ów testament nie trzeba zważać, bo jako rzekłem: na nic
ludzka wola przeciw boskiej. Daj ci Boże szczęście i spokojność. Grunt, żeby sobie winy
odpuścić. Nie wiem,, co mnie tam spotka, gdzie jadę... Ale już mi dłużej nie wysiedzieć w
męce, w kłótni, w żalu... Człek się o cztery ściany w izbie rozbija, bez rady, mościa
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional