lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 461

Wtem zaczerniała jakaś postać w tumanie i Babinicz pojawił się koło rozmawiających.
- Patrzę, kto mówi, bo twarzy nie można o trzy kroki rozpoznać - rzekł. - Dobry wieczór,
ojcze czcigodny. A o czym mowa?
- Mówimy o tym dziale. Pan Czarniecki radzi wycieczkę... Te mgły szatan rozwiesza... -
już nakazałem egzorcyzmy...
- Ojcze kochany! -rzekł pan Andrzej. - Od czasu, jak nam trzaska mur ta kolubryna, ciągle
o niej myślę, i coś mi przychodzi do głowy... Wycieczka na nic... Ale chodźmy gdzie do
izby, to wam moje zamysły wyłuszczę.
- Dobrze - odrzekł przeor - chodźcie do mojej celi.
Wkrótce potem zasiedli przy sosnowym stole w ubogiej celi przeorskiej. Ksiądz Kordecki i
pan Piotr Czarniecki pilnie patrzyli w młodą twarz Babinicza; on zaś rzekł:
- Tu wycieczka na nic. Spostrzegą i odbiją. Tu jeden człowiek musi poradzić!
- Jak to? - spytał pan Czarniecki.
- Musi jeden człowiek pójść i to działo prochami rozsadzić. A może to uczynić, póki takie
mgły panują. Najlepiej, żeby poszedł w przebraniu. Tu kolety podobne do szwedzkich są.
Jak nie będzie można inaczej, to się pomiędzy Szwedów wśliźnie, jeśli zaś z tej strony
szańca, z której pysk owej kolubryny wygląda, nie ma ludzi, to jeszcze lepiej.
- Dla Boga! cóż ten jeden człowiek uczyni?
- Potrzebuje tylko puszkę z prochem działu w pysk włożyć, z nitką prochową wiszącą i
nitkę podpalić. Gdy prochy buchną, działo kaduk... chciałem powiedzieć: pęknie!
- Ej, chłopcze! co też gadasz? Małoż to prochu co dzień w nie tkają, a nie pęka?
Kmicic rozśmiał się i pocałował księdza w rękaw habita.
- Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i święte...
- At, daj pokój! -przerwał ksiądz.
- I święte -powtórzył Kmicic - ale się na armatach nie znacie. Inna rzecz, gdy prochy
buchają w tyle armaty, bo wtedy wyrzucają kule i impet przodkiem wylatuje; ale gdy kto
nimi wylot zatka i zapali, to nie masz takiego działa, które by ten eksperyment wytrzymać
mogło. Spytajcie się pana Czarnieckiego. Toż gdy w rusznicy śniegiem się rura zapchnie,
już ją przy strzale impet rozsadzi. Taka to siła szelmowska! Cóż dopiero, gdy cała puszka
przy wylocie wybuchnie!... Spytajcie pana Czarnieckiego.
- Tak to jest. Nie są to żadne dla żołnierza arkana! - rzekł Czarniecki.
- Owóż, gdyby tę kolubrynę rozsadzić - mówił dalej Kmicic - wszystkie inne furda!
- Widzi mi się to rzecz niepodobna - rzekł na to ksiądz Kordecki - bo naprzód, kto to się
podejmie uczynić?
- Okrutny jeden ladaco - odrzekł pan Andrzej - ale rezolutny kawaler, zowie się Babinicz.
- Ty? - zawołali razem ksiądz i pan Piotr Czarniecki.
- Ej, ojcze dobrodzieju! Toż ja u was u spowiedzi byłem i do wszystkich moich praktyk
szczerze się przyznałem. Były między nimi nie gorsze od tej, którą zamierzam; jakże to
możecie wątpić, czy się podejmę? Zali mnie nie znacie?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional