lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 569

pokaże, abym zdrajców od słusznej i należytej kary miał zasłaniać. Bogusław też nie
nadciągnie, bo jako słyszę, elektor o sobie woli myśleć i nie chce sił rozdzielać, a quod
attinet Koniecpolskiego, ten chyba do wdowy w konkury posunie, która aby nią została, na
rękę mu, by książę wojewoda zgorzał jako najprędzej!"
Ten list, do Sapiehy adresowany, odjął nieszczęsnemu Januszowi resztę nadziei, i nie
pozostało mu nic innego, jak czekać, aby się spełniły jego losy.
Oblężenie dobiegało końca.
Wieść o odjeździe pana Sapiehy tej minuty niemal przedarła się przez mury, ale nadzieja,
że wskutek jego odjazdu kroki nieprzyjacielskie zostaną zaniechane, krótko trwała, gdyż
przeciwnie, w pułkach pieszych znać było ruch jakiś niezwyczajny. Upłynęło jednak kilka
dni dość spokojnie, bo zamiar wysadzenia bramy petardą spełzł na niczym, lecz nadszedł 31
grudnia, w którym tylko zapadająca noc mogła przeszkodzić oblegającym, widocznie bowiem
gotowali coś przeciw zamkowi, jeśli nie szturm, to przynajmniej nowy atak dział na
nadwątlone mury.
Dzień miał się ku schyłkowi. Książę leżał w sali tak zwanej ?Rogowej", położonej w
zachodniej części zamku. Na ogromnym kominie paliły się całe smoliste karpy sosnowe,
rzucając żywy blask na białe i dość puste ściany. Książę leżał na wznak na tureckiej
sofie wysuniętej umyślnie na środek komnaty, aby ciepło płomieni mogło do niej dochodzić.
Bliżej komina, nieco w cieniu, spał na kobierczyku paź, koło księcia zaś siedzieli,
drzemiąc na krzesłach: pani Jakimowiczowa, niegdyś dozorczyni fraucymeru w Kiejdanach,
drugi paź, medyk, a zarazem astrolog książęcy, i Charłamp.
Ten ostatni bowiem nie opuścił księcia, chociaż z dawnych wojskowych został przy nim
prawie sam jeden. Gorzka to była służba, bo serce i dusza starego towarzysza były właśnie
za murami tykocińskimi, w obozie Sapiehy, jednakże trwał wiernie przy dawnym wodzu.
Biedne żołnierzysko wychudło z głodu i niewczasów jak kościotrup. Z twarzy jego został
tylko nos, który teraz wydawał się jeszcze większy, i wąsy jak wiechy. Ubrany był w
zbroję całkowitą, pancerz, naramienniki i misiurkę z drucianym czepcem, który spływał mu
na ramiona. Źelazne karwasze świeciły mu na łokciach, bo tylko co był wrócił z murów, na
które przed chwilą wychodził patrzeć, co się dzieje, i na których co dzień szukał
śmierci. Teraz zaś zdrzemnął się ze znużenia, choć książę rzęził straszliwie, jakby konać
począł, i choć wiatr wył i gwizdał na zewnątrz.
Nagle krótkie drgania poczęły wstrząsać olbrzymim ciałem Radziwiłła i przestał rzęzić.
Zbudzili się zaraz ci, którzy go otaczali, i poczęli patrzeć bystro naprzód na niego,
potem na siebie.
Lecz on rzekł:
- Jakoby mi ktoś z piersi zlazł: Iżej mi...
Potem zwrócił nieco głowę, począł patrzeć uważnie ku drzwiom, na koniec ozwał się:
- Charłamp!
- Sługa waszej książęcej mości.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional