lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 661

I tak był kontent ze siebie samego, a wesół, że tego jeszcze dnia wspaniałą ucztę
wyprawiwszy, do późna kielichami się bawił. Huczna kapela grała do uczty tak gromko, że
mimo huku dział słychać ją było aż w najdalszych szańcach szwedzkich.
Lecz i Szwedzi strzelali wytrwale, a nawet tak wytrwale, że ogień trwał przez całą noc.
Drugiego dnia przyszło królowi kilkanaście dział, które ledwie że wciągnięto na szańce,
wnet poczęły przeciw twierdzy pracować. Nie spodziewał się król wprawdzie zgruchotać
murów, chciał tylko wpoić w starostę przekonanie, że postanowił szturmować zaciekle i
nieubłaganie. Pragnął przerazić; ale były to strachy na Lachy. Pan starosta ani przez
chwilę w nie nie uwierzył i często pokazując się na murach, mówił w czasie największej
strzelaniny:
- Po co oni prochy psują?!
Pan Wołodyjowski i inni oficerowie prosili się na wycieczkę, lecz pan starosta nie
pozwolił; nie chciał po prostu darmo krwi marnować. Wiedział zresztą, że trzeba by było
chyba stoczyć bój otwarty, bo tak przezorny wojownik, jak król szwedzki, i taka
wyćwiczona armia nie dadzą się zejść niespodzianie. Zagłoba widząc stałe postanowienie
starościńskie w tym względzie, tym bardziej nalegał i zaręczał, że sam wycieczkę
poprowadzi.
- Zbyt waszmość jesteś krwi chciwy! - odpowiedział pan Sobiepan.-
Nam dobrze, Szwedom źle, przecz mamy do nich chodzić? Waszmość polec możesz, a tyś mi
jako konsyliarz potrzebny, bo waścinym to dowcipem takem Forgella skonfundował, o
Niderlandach wspomniawszy. Pan Zagłoba odpowiedział, że nie może wytrzymać w murach, tak
mu do Szwedów pilno, lecz słuchać musiał.
Więc w braku innego zajęcia czas spędzał na murach między żołnierstwem, przestróg i rad z
powagą udzielając, których wszyscy z niemałym szacunkiem słuchali mając go za wojownika
wielce doświadczonego i jednego w Rzeczypospolitej z najprzedniejszych. A on radował się
w duszy, patrząc na obronę i na fantazję rycerską.
- Panie Michale! -mówił do Wołodyjowskiego - inny już duch w Rzeczypospolitej i w
szlachcie, inne czasy. Nikt już o zdradzie i o poddaniu się nie myśli, a każden z
życzliwości dla Rzeczypospolitej i majestatu gotów wprzód gardło dać, nim krokiem
nieprzyjacielowi ustąpi. Pamiętasz, jako to rok temu ze wszystkich stron się słyszało:
ten zdradził! ów zdradził, ów protekcję przyjął, a ninie Szwedzi już więcej od nas
protekcji potrzebują, których jeśli diabeł nie poproteguje, to ich wkrótce weźmie. Bo my
tu mamy brzuchy tak pełne, że dobosze mogliby na nich bębnić, im zaś głód kiszki szlamuje
i na bicze skręca.
Pan Zagłoba miał słuszność. Armia szwedzka nie miała ze sobą zapasów żywności i dla
ośmnastu tysięcy ludzi, nie licząc koni, nie było skąd ich dostać, pan starosta bowiem,
jeszcze przed przyjściem nieprzyjaciela, pościągał na kilkanaście mil wkoło ludzką i
końską spyżę ze wszystkich swych majętności. W dalszych zaś okolicach kraju roiły się
oddziały konfederackie, kupy zbrojnego chłopstwa, tak że podjazdy z obozu po żywność
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional